5 KULTOWYCH GIER STRATEGICZNYCH NA PC RÓWNIE DOBRYCH JAK HEROES III

Reaktywacja starych Heroesów była znakomitym pomysłem. Przy okazji przypomniałem sobie o innych kultowych grach, w które grywałem namiętnie jakieś 15 lat temu. Czas na przegląd gier, których najmłodsze pokolenie prawie na pewno nie pamięta.

Civilization II

Trudno o lepszą rozrywkę niż kierowanie losami świata, prawda? Szczególnie jeśli mam wyjątkową okazję przeprowadzić wybraną cywilizację (Rzymian, Azteków a może Wikingów) przez tysiąclecia burzliwych dziejów. Stara dobra „Cywilizacja” ma to wszystko, czego oczekuje się od dobrej strategii turowej. Zakładanie miast, rozbudowa infrastruktury, tworzenie armii, zawieranie sojuszy i prowadzenie wojen, handel, podatki, a nawet tworzenie cudów świata jak Piramidy, Wiszące Ogrody czy Wielki Mur.

Jasne, że seria miała wiele nowszych wydań i dodatków między rokiem 1997 a 2013. Niemniej to właśnie Civilization II zawsze była tą najbardziej ukochaną, do której wracało się po latach mimo koślawej grafiki i topornego interfejsu.

Europa Universalis

Następna gra historyczna, skupiająca się dla odmiany na nowożytnych dziejach Europy (i okolic). Wcielając się w rolę monarchy, możemy dowolnie zmieniać bieg historii – zapobiec rozbiorom Polski, skolonizować Afrykę i zostać potęgą o jakiej nikomu się nie śniło!

Cała sztuka polega na prowadzeniu skutecznej dyplomacji, rozbudowanie armii i ściąganiu podatków. Brzmi prosto? Tylko pozornie. Na wyższych poziomach rozgrywki robi się naprawdę gorąco, szczególnie jeśli graniczymy z kilkoma agresywnymi sąsiadami, a na dodatek nasz kraj nękają problemy wewnętrzne, takie jak wojny religijne czy ludność buntująca się na przyłączonych niedawno obszarach.

Gra tak wciągająca, że można przez nią zarwać niejedną nockę. Nie odejdziemy przecież od komputera w trakcie wojny! A jak wiadomo zbudowanie nowej armii, zdobycie kilku miast i pertraktacje pokojowe mogą potrwać ładnych kilka godzin.

The Settlers III

Kolejna gra, która wyszła jeszcze przed rokiem 2000 i na długo zapadła mi w pamięć. W tej rozgrywce wcielamy się w pana i władcę, który kieruje życiem osadników rozgarniętych jak kupa liści.

Nasi posłuszni poddani wydobywają surowce, tną drewno, wytwarzają żelazo, pieką chleb i hodują zwierzęta. A wszystko wyłącznie w jednym celu – żeby przygotować odpowiednio silną armię, żeby pokonać przeciwnika. Gra doskonale uczy strategicznego planowania i rozsądnego gospodarowania zasobami. Tylko zapewnienie odpowiedniej ilości wszystkich dóbr i zrozumienie zależności między nimi pozwala harmonijnie się rozwijać i osiągnąć sukces. Bo jeśli o czymś w porę nie pomyślimy, co chwila będzie czegoś brakować. A to desek, a to węgla, a to znowu rąk do pracy i nowych rekrutów.

Genialna zabawa dla wszystkich specjalistów ds. logistyki albo zarządzania zasobami ludzkimi! Podobnie jak „Cywilizacja” doczekała się dziesięciu kontynuacji, ale oryginał może być tylko jeden!

Disciples II

Pierwsza odsłona serii zdobyła w 1999 zaszczytny tytuł najbardziej niedocenionej gry roku. Kontynuacja wydana w roku 2002 już na dobre podbiła serca graczy. Bo Disciples w fantastyczny sposób łączy elementy turowej strategii z systemem rozwoju typowego dla role playing games.

Każda z naszych jednostek po kolejnych walkach zdobywa doświadczenie i rozwija przemieniając się w nowy ulepszony typ. Ale żeby było ciekawiej rozwój nie jest liniowy. Sami decydujemy, wybierając zazwyczaj jedną z dwóch możliwości. Efekt? Zróżnicowane jednostki w armiach różnych graczy (a także w naszej armii) i co za tym idzie większa nieprzewidywalność na polu bitwy. A poza tym to wszystko, czego nie da się nie lubić – fantasy, magia, efektowne zbroje, śmiercionośna broń i czary!

Clash

Jeszcze zanim polscy programiści stali się znani na całym świecie za sprawą „Wiedźmina”, na świecie pojawiło się inne dzieło rodzimych twórców. 30 czerwca 1998, czyli w dniu moich 13 urodzin, na rynku debiutował Clash, czyli polska wersja Herosów.

Gra w klimacie fantasy polegała na rozbudowie zamków, eksploracji planszy i tworzeniu armii zdolnej wytłuc przeciwników w pień. Clash to gra z kilkoma bardzo ciekawymi pomysłami na rozgrywkę. Jednym z nich jest wątek religijny. W fikcyjnym świecie Karkhan rywalizują ze sobą przedstawiciele dwóch nacji – najeżdżających te ziemie chrześcijan oraz miejscowych pogan. Błąkając się po planszy zaglądamy do świątyń, gdzie możemy się pomodlić – w zależności od farta, albo skoczy nam morale, albo zostaniemy uzdrowieni, albo dosięgnie nas gniew bogów!

Podobnie z miejscami do kopania skarbów. Budowniczy albo odnajdzie określoną liczbę złotych monet, albo trafi na starożytną klątwę i umrze jeszcze w tej samej turze.

Jeszcze lepsza zabawa jest z chłopstwem mieszkającym na zamku, które jest źródłem naszych dochodów z podatków. Sztuka polega na tym, żeby utrzymywać liczebność na takim poziomie, żeby dużo zarabiać, a jednocześnie nie przekroczyć pewnej wartości, powyżej której rośnie szansa na wybuch zarazy. A to ona doprowadza do szybkiej śmierci znacznej części plebsu.

Jednak najlepszy motyw to mieszkająca na zamku królowa. Musimy konsekwentnie spełniać jej kosztowne zachcianki, aby doczekać się potomka, który stanie na czele armii i zwiększy znacząco zdolności bojowe jednostek. Ach, te dylematy! Zainwestować w produkcję magów bojowych, czy raczej kupić małżonce parkę pociesznych karłów, żeby nie miała focha? Wspaniały trening przed dorosłym życiem! Po latach zdecydowanie doceniam!

Jak widać gry retro mają się całkiem dobrze. Dawno temu, kiedy komputer miał 64 MB pamięci RAM, a z internetem łączyliśmy się przez trzeszczący modem, wymyślano naprawdę niesamowite rzeczy! Obstawiam, że odpalenie ponownie każdego z tych tytułów skończy się najwcześniej po 5 godzinach bez przerwy. Żeby nie było, że nie ostrzegałem – grajcie na własną odpowiedzialność. I zamówcie wcześniej pizzę!

 

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony technologicznie.pl – Napisany przez autora bloga.