Life is Strange – recenzja

2709926-8314939313-17d4b

„Life is Strange” zachwyciłam się już przy okazji trailera, więc pierwszy epizod kupiłam jeszcze w preorderze, czekając na chwilę, kiedy w końcu będę mogła usiąść i wejść w świat Max, głównej bohaterki gry.

Znacie „Remember me”? „Life is Strange” to kolejne dzieło, które wyszło ze studia DONTNOD Entertainment, co samo w sobie jest już dobrą rekomendacją.

W grze wcielamy się w postać Max – osiemnastolatki i outsiderki, która wraca po latach do rodzinnego miasta, by kontynuować naukę w wymarzonej szkole i doskonalić się w fotografii analogowej. Brzmi mało „strange”? Dodajmy do tego zaginioną w tajemniczych okolicznościach nastolatkę, tajemniczą przyjaciółkę i umiejętność cofania czasu, a robi się ciekawiej. Mechanizm manipulacji czasem jest zresztą bardzo zbliżony do znanej z „Remember me” zmiany wspomnień, więc gracze, którzy mieli okazję poznać obie gry, na pewno to zauważą.

Jeżeli chodzi o fabułę, ta interaktywna przygodówka wprowadza nas w historię Max, jej przyjaciół, nauczycieli oraz reszty miasteczka. Główna bohaterka właśnie dostała się na wymarzoną uczelnię, by pod okiem swojego guru rozwijać swoje umiejętności w dziedzinie fotografii, a przy okazji odnaleźć przyjaciółkę, z którą rozstała się lata temu. Niestety, już na samym początku zostaje mimowolnym świadkiem sytuacji, która komplikuje jej plany i każe skupić na zupełnie innych kwestiach niż prestiżowy konkurs fotograficzny.

Odnajdując kolejne przedmioty i fakty z życia bohaterów, odkrywamy, że nic nie jest tym, czym się wydaje. Nie bez powodu zresztą użyłam tego zdania, bo klimat Twin Peaks jest dla mnie mocno wyczuwalny, choć może to tylko kwestia scenerii i skojarzenia Rachel-Laura. Będzie morderstwo, będzie dużo mrocznych sekretów, przynajmniej jedno tornado i przelot dronem po kampusie. Postacie są wyraziste, ale też mocno nieoczywiste – wraz z rozwojem gry ewoluują i pokazują kolejne oblicza, dzięki czemu wejście w historię jest wyjątkowo przyjemne.

Jeżeli chodzi o sam mechanizm gry, to jest on bardzo prosty. Składa się  na niego używanie znalezionych przedmiotów, planowanie akcji, zadawanie odpowiednich pytań napotkanym osobom i perspektywa trzeciej osoby. To, co tę grę wyróżnia, to możliwość modyfikowania jej scenariusza – działania podejmowane przez Max w czasie gry mają swoje konsekwencje w przyszłości, więc warto się poważnie zastanowić, jaki scenariusz dla naszej bohaterki wybieramy. Jak deklarują twórcy – zakończeń gry jest kilka, więc nie będą to tylko delikatne różnice w fabule. Czy warto pomóc przyjaciółce i wpakować się w kłopoty? Co jest ważniejsze – przyszła kariera Max czy zgłoszenie próby przestępstwa? Dla ciekawskich – na końcu epizodu możemy podejrzeć, jaki procent osób zdecydował podobnie do nas ;).

Pisząc o „Life is Strange”, nie sposób nie napisać o muzyce i grafice. Gra jest dopracowana w najmniejszym szczególe – feeria barw i świateł wprowadza nostalgiczny klimat, specyfika postaci zachęca do zwracania uwagi na detale – drzewa, morze, zwierzęta pojawiające się w trakcie gry. Całość uzupełnia ścieżka dźwiękowa od refleksyjnego „Obstacles” Syd Matters po odważne „In My Mind” Amandy Palmer. Soundtrack będzie nam towarzyszył jeszcze długo po zakończeniu rozgrywki.

Gra jest podzielona na pięć epizodów – obecnie jest dostępny pierwszy rozdział: Chrysalis, drugi będzie dostępny w marcu 2015, kolejne będą udostępniane w późniejszym czasie. To dodatkowo przedłuża specyficzną radość z czekania na kolejne części – ja już odliczam czas do chwili, gdy będę mogła wejść w kolejny rozdział historii. Bo świat Max, choć dziwny, wyjątkowo mi się podoba.