ZGARNIJ GRĘ THE LAST GUARDIAN

bc684407-07aa-43a6-bdcb-c3f81931182a

Gry – w przeciwieństwie do książek czy filmów – pozwalają nam wcielić się w głównego bohatera danej produkcji. Decydujemy o każdym jego kroku, tym jakie zadanie wykonuje czy też jakie ubrania nosi i z kim się spotyka.

Zadanie konkursowe: Napisz w komentarzu, w jakiej grze odczuliście największą więź z bohaterem i dlaczego. Może to był Wiedźmin, z którego poglądami się utożsamialiście, a może The Elder Scrolls: Skyrim, w którym tworzyliście własną postać. Autor najciekawszej odpowiedzi otrzyma od nas grę The Last Guardian na platformę PlayStation 4.

Zwycięzcę wyłoni Jury Konkursowe.

Pamiętaj, by odpowiedź zamieścić pod tym wpisem w komentarzu!

Konkurs trwa od 25.01.2017, od godz. 15:00 do 7.02.2017, do godziny 23:59!

Regulamin konkursu znajdziesz tutaj.


OGŁOSZENIE WYNIKÓW KONKURSU 

09.02.2017, godzina 10:30

Miło nam poinformować, że zwycięzcą konkursu zostaje Ilona Kruk! Gratulujemy i dziękujemy wszystkim za zaangażowanie. Autorkę zwycięskiego komentarza prosimy o  kontakt z redakcją na redakcja@technologicznie.pl.

  • Sidnej Telefan

    Crash Bandicoot . Czemu Crash? Uwielbiam nim zbierać jabłka i rozwalać skrzynki tym bardziej że pierwsza praca to było….zbieranie jabłek w sadzie pod Grójcem tyle że tam nie było dodatkowych punktów za skakanie po skrzynkach;)

  • Elłód Blues Foto

    Największą więź z bohaterami miałem w grze battlefield4
    to było coś niesamowitego mimo to że kampania była krótka i niezbyt rozbudowana to czułem jakby losy świata były w moich rękach każdą decyzję choć takowych nie było zbyt wiele musiałem przemyśleć kilka razy na przykład w momencie gdy pod koniec gry musiałem wybrać między śmiercią irisha mojego kompana a wystrzalem rakiet w walkirie na której znajdowało się mnóstwo ludzi wybrałem strzał w walkirie ponieważ byłem na tyle zżyty z bohaterami

  • Paweł Narolski

    Nathan Drake w Uncharted 2. Jemu zawsze, tak jak mi, trochę przypadkiem, a trochę z własnej winy przytrafiały się niesamowite historie – w jego wypadku jednak w zdecydowanie ciekawszej scenerii. No i te towarzyszki – chapeau bas!

  • Efrata

    Ze wszystkich gier, w jakie w życiu grałam, największą więź czułam z Heather z Silent Hill 3. Świetne oddanie emocji bohaterki i realistyczne pokazanie jej strachu powodowało przywiązanie się do niej i chęć pomocy w rozwiązaniu jej problemów. Z gier w których od podstaw możemy budować wygląd i charakter bohatera największą zabawę miałam z serią Mass Effect. Zróżnicowanie wyborów i opcji dialogowych pozwalało poczuć, że mam wpływ zarówno na postać w którą się wcielam jak i na świat ją otaczający. Czułam że tworzę własną, unikatową historię.

  • Patryk

    Gdy ktokolwiek zadaje pytania takie jak to, większość ludzi podaje postaci pokroju Nathana czy Geralta, które istnieją w grach znanych na cały świat. Nie bez powodu zresztą. Środki jakimi firmy dysponują są usprawiedliwieniem dla takiego podejścia graczy, wszak firmy te wydają miliony by stworzyć świetnie napisane postaci. Uważam jednak, że prawdziwe perełki znajdują się w grach dawno zapomnianych przez świat.

    Jedną z takich moich „perełek” jest Darius Mason, bohater Red Faction Armageddon, członek słynnej rodziny Masonów – bohaterów Marsa. Po raz pierwszy zastajemy go jako zwykłego żołnierza walczącego dla dobra swojego domu. Mimo, że nie różnił się niczym od innych żołnierzy, jego spadek jakim jest jego nazwisko powodował, że każdy miał od niego wysokie oczekiwania. Przez całą grę widać jak postać ta cierpi i obwinia się przez swoje błędy jak i przez to, że nie może doskoczyć do poprzeczki zostawionej mu przez jego przodków.

    Red Faction Armageddon pokazuje nam Dariusa Masona nie jako bohatera, a jako zwykłego człowieka, która całe życie toczy walkę przede wszystkim z własnymi problemami, własną osobą i własną historią. Przez to wszystko nawet nie zauważyłem kiedy, i jak bardzo zżyłem się z tą postacią.

  • mrkrzyh

    Pierwszą moją „konsolą” i zarazem grą był Tetris kupiony za „grube tysiące” od „Ruskich” na targowisku.
    Wciągająca fabuła, nieliniowość, zróżnicowani bohaterowie, powalająca grafika i brak lagów.
    Oczywistym jest, że przy tej grze spędziłem połowę dzieciństwa śrubując kolejne rekordy i pokonując coraz szybsze levele.
    Ale co się dziwić – każdy lubi jak mu się wszystko dobrze układa…

    Mimo całej sympatii do bohaterów typu Joel z TLoU, Nathan z Uncharted czy Ezio z ACII muszę napisać o innej postaci.
    Moim ulubionym bohaterem, z którym czułem się najbardziej związany jest „długi i cienki klocek” z Tetrisa.
    Całą grę zawsze układałem „pod niego”.
    Jego nadejście zawsze było długo wyczekiwane i … wiązało się z uporządkowaniem i ustabilizowaniem sytuacji na planszy.
    Po prostu zawsze rozwiązywał kłopoty. – taki Superbohater, Superklocek…

    Z perspektywy czasu wiem już chyba dlaczego tak bardzo go lubiłem.
    Po prostu przypominał mi ojca – i to nie tylko swoją posturą.
    Jak już wspomniałem – zawsze był długo wyczekiwany i jego nadejście rozwiązywało większość problemów.
    Niestety podobnie jak mój ojciec – zazwyczaj nie było go gdy był najbardziej potrzebny
    Wiadomo co się wtedy działo w grze…
    Wszystko waliło się i kłopoty (jak klocki) piętrzyły się pod sam sufit.
    Podobnie gdy tylko „zaczynało się układać” znikał z resztą kolegów i … tyle go widziałem.
    A gdy nawet już się pojawiał, to zazwyczaj robił nie to co trzeba, nie tam gdzie trzeba i (nie miejcie zboczonych skojarzeń) nie w tej pozycji, w której potrzeba
    Ale cóż, takie jest życie – zazwyczaj nie do końca układa się po naszej myśli…

  • Krystian Pakulski

    Gram dużo bo lubię jest to moje hobby. Ale tej gry i tego bohatera nie zapomnę nigdy.
    Ezio Auditore da Firenze z Assassin’s Creed 2. Ezio był bohaterem, który ulokował trzy części serii w jednej epoce. Był świetnie napisaną postacią, której dano czas, by dorósł i z lekkoducha wkradającego się nocą do damskich sypialni przemienił się w budzącego szacunek weterana i przywódcę tajnego bractwa. Był wzorem serii AC i nadal jest.
    Ale też wzorem protagonisty, którego łączyła ze mną, graczem więź mocniejsza niż zwykle. Byłem przy jego narodzinach, uganiałem się za spódniczkami we Florencji. Stałem obok, gdy szubienica przekreśliła jego beztroski żywot i zmusiła go do walki. Jako beztroski szczyl działał mi na nerwy, ale tym przyjemniej było patrzeć jak dorasta i powoli się z nim zaprzyjaźniać. Był na to czas. Pamiętam siwiejącą brodę Ezio w AC Revelations łezka aż się kręci..

  • Karol

    Największą więź do bohatera odczułem w grze Life Is Strange. Była to Chloe Price. Jako Max dosłownie zawsze stawałem po jej stronie – na dobre i na złe. Jest to jedyna gra , przez którą na końcu płakałem, ponieważ wiedziałem, że Arkadia Bay jest ważniejsze. Mimo to z miłą chęcią wróciłem do gry dokonując innych wyborów, w tym poświęcając Arkadia Bay.

  • Paweł

    Bloodborn – samotnie przemierzający mroczny świat bohater stający przeciwko wielu kozakckim bossom – tak się czuje na co dzień :D

  • crash94

    Dla mnie był to Uncharted 4! Grając jako Nathan Drake we wszystkie gry z jego udziałem bardzo polubiłem i zżyłem się z tą postacią grając w każdą część ale szczególnie Kres Złodzieja dała mi dużą dawkę emocji!

  • Weronika

    Największą więź jak do tej pory poczułam z Max – bohaterką Life Is Strange. Przeżywałam wszystko co było związane z wydarzeniami. Czułam się jak ona, byłam jak ona. Myślami byłam tylko przy dalszych wydarzeniach. Niesamowita więź. Pozdrawiam.

  • Ilona Kruk

    Bohaterką, z którą jak do tej pory poczułam największą więź była Max Caulfield z gry Life is Strange.
    Od samego początku podobał mi się styl bohaterki – skromna, inteligentna, a w dodatku miałyśmy takie samo hobby – fotografię. Wszystkie te dylematy bohaterki, czy postąpiła źle, czy dobrze tylko jeszcze bardziej pogłębiały łączącą nas więź, gdyż sama miałam podobne myśli pokroju: „Kto wie, co stałoby się gdybym dwa epizody wcześniej wybrała opcję c) zamiast opcji a)?”. Również motyw z najlepszą przyjaciółką z dziecięcych lat – Chloe, uświadomił mnie o tym, że sama chętnie rzuciłabym się w wir akcji z taką osobą u boku.
    Max jako protagonistka jest nietypową postacią, gdyż w przeciwieństwie do większości bohaterów ona nie uganiała się za antagonistą, aby wyrównać swoje rachunki, ona robiła to po to, aby pomóc najbliższym rozwiązać ich problemy. Motyw ten zmienił się dopiero pod koniec gry, gdy straciła bliską osobę. Od tamtego momentu jej chęć pokonania przeciwnika stała się również chęcią zemsty.

    Dużą rolę w tym, że polubiłam Max miał jej świetny voice acting, szło z niego doskonale wyczytać emocje, które w danej chwili przepełniają bohaterkę.
    Przeżywanie wszystkich tych przygód wraz z Chloe było niewątpliwie najlepszą cyfrową przygodą, jaką w życiu przeżyłam.

  • Dawid

    Największą więź łączyła mnie z Geraltem z Rivii(Wiedźmin 3).Dlatego że pomimo,iż większość ludzi uważała go za bezdusznego mutanta,rzeczywistość była zgoła odmienna,a Geralt był wiernym i lojalnym kompanem,który nigdy nie opuszczał przyjaciół w potrzebie.Mimo iż często spotykał się z bezpodstawną wrogością i pogardą ze strony ludzi nigdy nie odnosił się do nich z wyższością i zawsze był skory do pomocy.Traktował wszystkich równo bez względu na rasę,płeć czy stan cywilny.Był człowiekiem spokojnym i wyważonym,ale takim,który nie zawaha się by pomóc bliskim w potrzebie.Podsumowując największa więź łączyła mnie z Geraltem,gdyż oboje mamy podobne poglądy i cechy charakteru i w związku z tym mam nadzieję,że w niedalekiej przyszłości ukaże się 4 część przygód Geralta,która jak poprzednia część pochłonie mnie bez reszty.

  • Cuthalion12

    Największą więź z bohaterem pozwoliła mi poczuć pozornie błaha, często lekceważona przez swoją popularność wśród młodszych odbiorców produkcja – a konkretnie „Minecraft”. Uproszczona do minimum grafika, proste mechaniki oraz banalne założenia – nic z tych rzeczy nie przeszkodziło mi we wczuciu się w prowadzoną przeze mnie postać. Nikogo nie udawałem. Jakkolwiek to nie zabrzmi – byłem po prostu sobą. „Minecraft” nie prowadził mnie za rączkę, nie traktował jak dziecko – przeciwnie do wielu innych, przeznaczonych docelowo dla dorosłych produkcji. Zbieractwo, crafting, budowa, eksploracja – o wszystkim decydowałem sam. Każda decyzja niosła ze sobą większe, lub mniejsze konsekwencje , z którymi musiałem się liczyć. Nawet tak pozornie komiczni wrogowie jak Creepery czy pająki – przyprawiały mnie o większe dreszcze niż niejedna horrorowa gra. Zagrożenie, jakie ze sobą nieśli, groźba zniszczenia wszystkiego, na co ciężko pracowałem – to wszystko było jak najbardziej realne i co gorsza – brutalnie bezlitosne. Każdy udany projekt niósł zaś ze sobą ogromne pokłady satysfakcji – wszystko co zrobiłem – dokonałem samemu i zrobiłem to od zera. Ludzie mogą mówić co chcą o „Minecrafcie”, ale dla mnie to wciąż jedna z najbardziej immersywnych gier na rynku.

  • Dawid Chodkowski

    Ciężki wybór między dwoma tytułami. Na początku myślałem o Nathanie Drake’u, ale liniowość rozgrywki nie dawała się wczuć w rolę bohatera. Dlatego mój wybór to Geralt z Rivii. Biały Wilk. Pierwszą część pożyczyłem od kolegi. Rozgrywka była inna niż wszystkie, system walki kontrowersyjny ale po przyzwyczajeniu nie mogłem się oderwać. Nie zapomnę bagien, po których w skrócie mówiąc bałem się chodzić. Geralt- postać niesamowita, pierwsza myśl „kozak”. Chciałem być taki jak on, a jednocześnie nim kierowałem w sposób w jaki ja bym się zachował. Wtedy jeszcze nie znałem sagi Sapkowskiego. Dlatego też Triss od początku traktowałem jak partnerkę, a nie przyjaciółkę. „Zabójcy Krolow” kupiłem już sam. Ograłem raz, później przeczytałem sagę i ograłem drugi raz, tym razem wspierając Iorwetha a nie Vernona. Scena uniesienia z Triss w podziemnym basenie była niezapomniana. No i w końcu „Dziki Gon”. Moja pierwsza gra na PS4, zachwyt, zarwane noce. Rzeźnik z Blaviken był moim idolem. Chciałem nawet kupić sobie medalion że srebra, jednak środki nie pozwalały. Wcielałem się w niego, byłem Geraltem. Każdy wybór zostawał mi w głowie na następne dni, bałem się co się stanie dalej ale jednocześnie nie mogłem nie grać dalej. Co ciekawe, mimo, że wiedziałem jak bardzo Geraltowi zależało na Yennefer (wg Sapkowskiego) moje zauroczenie w Triss wygrało. Odrzuciłem Yennefer, po misji z dżinem, który miał zerwać klątwę z niej i Wilka, odpowiedziałem że zaklęcie przestało działać. I wybrałem Triss. Czy czułem się z tym dobrze? Sam nie wiem. Jako ja czułem się dobrze. Ale znając sagę i uczucie łączące Yen i (bezuczuciowego) Geralta czułem się jakbym coś zepsuł. Dziwne uczucie. Podsumowując, fakt, że Geralt był „mutantem”, który nie posiadał uczuć to świetne rozwiązanie. Ponieważ można było go wypełnić swoimi uczuciami, a te z kolei zamieniać w czyny. Ciri, piękna do zakochania, jednak traktowałem ją jak córkę. Sam nie wiem czemu. Tak to po prostu działało. I było to niesamowite. Nie wiem czy chciałbym kolejną część. Trylogia jest tak świetna, że ciężko byłoby o utrzymanie poziomu. A jeśli zostanie jak jest to będę mógł z czystym sumieniem mówić o najlepszej trylogii w historii mojej rozgrywki. Oraz o postaci, która przez krótki okres swojego życia była częścią mnie. Albo ja byłem częścią jej. Sam nie wiem.

  • Pateryk

    Największa więź odczułem z shepardem z mass effecta ponieważ dzięki importowaniu save-ów z poprzednich odsłon odnosiłem wrażenie ze ta postać jest od początku do końca moja i ciążyć na niej odpowiedzialność moich wyborów

  • Grgamaet

    Dla mnie bohaterem, z którym odczułem największą więź był Ethan Mars z Heavy Raina. Ten strach i poczucie winy, które gnębią go po stracie jednego syna powoduje, że można zrozumieć, co czuje rodzic kiedy traci dziecko. Dla syna jesteśmy w stanie zrobić wszystko, nawet poświęcić życie. Ethan był na to gotów, dlatego też jego problemy z utratą świadomości, były dla mnie też takim znakiem, pokłosiem tego co się stało na początku gry i symbolem, jak wiele znaczy dziecko dla rodzica. Ja za każdym razem, kiedy doświadczałem tych przeżyć Ethana miałem ciarki na plecach i łzy w oczach, bo dla mnie rodzina to największa wartość w życiu i nigdy nie chciałbym, ani nie życzyłbym nawet najgorszemu wrogowi utraty dziecka

  • Killcia

    Więzi odczuwałam z naprawdę niezliczoną ilością różnorakich bohaterów. Poczynając od Spyro, kończąc na Lightning. Jednak postacią, z którą moje więzi są tak mocne, że nie sposób je przerwać jest Cloud Strife z Final Fantasy VII. Każdy ból, każdy smutek, każda rozterka, każde zagubienie, każde uczucie, jakie ten bohater odczuwał, odżywało również i we mnie. Byłam zdziwiona, cieszyłam się, płakałam i złościłam się w tych samych momentach co on. Czemu tak jest? Bardzo prawdopodobne jest, że to dlatego iż często utożsamiałam się z tą postacią, czasami wydawało mi się, że Cloud również jest zagubiony w swoim życiu – tak jak ja. Byłam naprawdę w niebo wzięta, kiedy w końcu udało mu się odkryć kim jest, oraz odnaleźć swoją drogę. Postanowiłam, że wezmę życie w swoje ręce i również zmieniłam się od tamtego czasu o 180 stopni. Od tamtego czasu jestem całkiem inną osobą. Życzę wszystkim, żeby również odnaleźli bohatera, z którego mogą brać przykład i z którym będą mogli się utożsamiać, utrzymując z nim tym samym swoją ogromną więź.

  • Jakub

    Dla wielu graczy fabuła jest podstawowym i najważniejszym elementem gier tak aby można byłoby cieszy sie przezywać i doświadczać wraz z bohaterami podczas rozgrywki. Dla wielu graczy mmo jest to również ważne gdy przywiazujesz sie do swojego bohatera podczas kreacji własnego świata. Ja największa więź czułem z bohaterem gry Max Payne. Jest to jedna z najbardziej tragicznych postaci przedstawiona w grze gdzie Policjant traci swoją rodzine. Max pokazany w grze jest bardzo realistycznie. Problemy z mafia szuka zemsty na zabójcach rodziny. Mimo wszystko jest tez człowiekiem który popełnia wiele ludzkich błędów. Pokazuje ze świat przestępczy jest brutalny i pełen przemocy. Podczas wielu jego wędrówek gdzie często ma styczność również z narkotykami dąży do swojego celu. Szczególnie podczas misji gdy wędrujemy w jego snach widać jak bardzo taki człowiek cierpi

  • Krzysztof Szewczyk

    Moja największa więź z bohaterem gry? Szeregowy Aleksiej Iwanowicz Woronin i Call of Duty. Kampania Rosyjska, pierwsza misja, przeprawa przez Wołgę, barki z żołnierzami płynącymi na drugi brzeg Stalingradu, wybuchy bomb, uciekający z barek przerażeni żołnierze, oficerowie krzyczący, itd. Ta scena robi ogromne wrażenie. Misja przypominająca sceny z filmu „Wróg u
    bram” tylko w wersji komputerowej. W środku tego wszystkiego my – Szeregowy Aleksiej Iwanowicz Woronin. Cała pierwsza część CoD zasługuje według mnie na ogromne uznanie i szacunek. Pokazuje II Wojnę Światową ze wszystkich trzech stron – Amerykańskiej, Rosyjskiej i Brytyjskiej. Każda kampania jest inna, misje ciekawe i długie, jednak misja Stalingrad najbardziej zapada w pamięć i powoduje dreszcze. Mogli by wydać wersję zremasterowaną / odświeżoną
    pierwszej części Call of Duty. Chciałoby się przeżyć ten klimat i emocje w lepszej grafice!!! Szeregowy Aleksiej Iwanowicz Woronin i jego walka w Call of Duty to dla mnie zaraz po Medal of Honor: Allied Assault najlepsza gra i więź z bohaterem gry. Wojna była i jest okrutna, a dzięki takim grom i bohaterom każdy może chodź trochę poczuć ją na swoim ciele. https://uploads.disquscdn.com/images/edbc5b58715696ee63aff9276c885c2921cabfadbd9f450a26094815e1eb8461.jpg

  • Danuta

    Już od małego lubię grać w różne gry, stare czy nowe, przygodowe, strzelanki czy zręcznościowe. Więź z bohaterem można szybko odczuć, jak się gra bardzo dużo gier z nim związanych i nigdy ta gra się nie znudzi. Bardzo lubię bohaterów z gier, zawsze są super, walczą ze złem pokonują potwory, wrogów i są odważni. Czasem marzy mi się aby być takim bohaterem, ale cóż to tylko marzenia.

    Znam sporo bohaterów gdzie odczułam więź, ale najsilniejszą więź nawiązałam jeszcze w dzieciństwie i zostało mi to do dzisiaj – z bohaterem Sonic w Sonic The Hedgehog 2006 , Sonic unleashed, nawet w pierwszych częściach tej gry Sonic The Hedgehog .

    Odczułam największą więź z Sonic’em dlatego, że:

    Bardzo lubię przygody tego niebieskiego jeża. Jest bardzo szybki, odważny, miły, sympatyczny zawsze komuś pomoże ,szybko pokonuje wrogów , nawet tych większych i silniejszych. Pomoże przyjaciołom i obcym ludziom w potrzebie. Widać w grach że czasem uratuje nawet największego wroga z opałów (Dr Eggman).

    Grałam sporo gier z nim związanym od starej jedynki do nowszej części ale nadal mam zamiar grać w te gry, a czasem nawet przypomnieć sobie stare dobre czasy.

    Moja więź z Sonicem zaczęła się już od małego gdy grałam pierwsze części gier z nim związanych. Marzyłam bardzo o szybkim bieganiu, czy to po wodzie czy po ziemi, byciem odważnym jak on i skutecznym w pokonywaniu zła, czy pomagającym innym ludziom czy to przyjaciołom czy obcym w potrzebie. Czasem próbowałam pomagać ludziom ale w mniej spektakularny sposób , np. otwierając drzwi przed nimi.

    Chciała bym poznać osobiście Sonica, no ale to postać z gry i nigdy tak się nie stanie, chyba że programiści wymyślą jeszcze lepszą wersję wirtualnej rzeczywistości (że będzie można wejść do gry naprawdę ). Jak bym go poznała, to może bym się z nim dogadała. Spytała bym się go jak to jest tak szybko biegać i czy to wszystko jest męczące czy nie, zwiedziła bym jego świat i poznała przyjaciół i wrogów, których lubię z gry . Jest to moim wielkim marzeniem.

    Przygody Sonica są czasem proste czasem trudne, ale i tak da się je przejść, tylko trzeba czasu i cierpliwości. W grach z tym bohaterem jest zawsze trochę radości smutku i przyjaźni. Cała gra jest dla mnie ciekawa (bieganie, zbieranie, pokonywanie wrogów), sporo czasu spędziłam nad prawie wszystkimi częściami tej gry .

    Poznałam grę grając na komputerze i konsoli. Polubiłam kilka części najbardziej (np Sonic unleashed że sonic w dzień jest jeżem a w nocy Werehog , Sonic The Hedgehog 3 gdzie można grać różnymi bohaterami aż pamiętam że przeszłam grając każda z postaci itp. ) i nawet zagrałam kilka razy te gry. Wszystkie części z gier kończą się dobrze, nawet jak początkowo są kłopoty. Czasem mi smutno że nie mogłam zagrać we wszystkie części bo są rzadko dostępne , lub są tylko za granicą jako mini gierki.

  • Gabriel Vector Maggot

    Tytułów jest naprawde wiele. Można by wymienic sporo gier jak np The last of Us i główny bohater dzieli z nami swoje przeżycia utrate dziecka a potem zmaga sie ze wszystkimi przeciwnościami losu by na końcu bronic Ellie , swoje 5 minut miało Titanfall 2 i wieź miedzy Pilotem a BT który poświeca sie dla nas… przykład na to ze maszyna potrafi miec jakies uczucia :) ale tytułem jaki szanowałem od zawsze i który urzekł moje serce jestThe Walking Dead kiedy wcielamy się w Lee Everetta. Najbardziej przejmujące było pożegnanie z małą Clem kiedy nasz bohater zostaje ugryziony, emocje jakimi bohaterowie dzielą sie z nami przez całą rozgrywke to coś niesamowitego. Fabuła jak i przedstawienie postaci w The Walking Dead jak i kontrola nad wydarzeniami jaką dali nam producenci… Jak dla mnie właśnie The Walking Dead daje odczuc najwieksza wieź z bohaterami :)

  • Gabriel Vector Maggot

    Tytułów jest naprawde wiele. Można by wymienic sporo gier jak np The last of Us i główny bohater dzieli z nami swoje przeżycia utrate dziecka a potem zmaga sie ze wszystkimi przeciwnościami losu by na końcu bronic Ellie , swoje 5 minut miało Titanfall 2 i wieź miedzy Pilotem a BT który poświeca sie dla nas… przykład na to ze maszyna potrafi miec jakies uczucia :) ale tytułem jaki szanowałem od zawsze i który urzekł moje serce jestThe Walking Dead kiedy wcielamy się w Lee Everetta. Najbardziej przejmujące było pożegnanie z małą Clem kiedy nasz bohater zostaje ugryziony, emocje jakimi bohaterowie dzielą sie z nami przez całą rozgrywke to coś niesamowitego. Fabuła jak i przedstawienie postaci w The Walking Dead jak i kontrola nad wydarzeniami jaką dali nam producenci… Jak dla mnie właśnie The Walking Dead daje odczuc najwieksza wieź z bohaterami :)

    https://uploads.disquscdn.com/images/a0357ae6cf33391e0b415d07a8658a536c29e3cbe74903f6232bac59b21b67d8.jpg

  • mrkaptain667

    Bohater z którym odczułem największą więź to Joel z gry The Last of Us. Sama gra była arcydziełem wliczając w to też świetnie napisanych bohaterów. Na mnie największe wrażenie zrobił Joel, główny bohater gry. Grając nim przeżywaliśmy jego przygody podczas apokalipsy zombie. Oczywiście na swojej drodze spotyka on wielu bohaterów, z którymi on również odczuwa niesamowitą więź. Podczas gry same dialogi bohatera, jego czyny i decyzje, które podejmował miały duże znaczenie . Samo to pozwoliło mi odczuć największą wieź z bohaterem. Podczas gry czujemy napięcie związane z np. brakującymi zasobami, skradaniem, itp. Główny bohater pokazuje, że podczas apokalipsy nie ma łatwej decyzji do podjęcia. Wszystko ma swoje konsekwencje. Sprawia to, iż gracz czuje więź z bohaterem i kibicuje mu w jego dalszych przygodach. Dla mnie to właśnie z bohaterem gry „The Last of Us” – Joelem poczułem najsilniejszą więź jak dotychczas, mimo wielu świetnych gier z bohaterami, do których też czuje wiele i łączy mnie z nimi silna więź, jednak nie tak mocną jak z bohaterem, którego opisywałem.

  • Hellcry

    Bohaterem z którym związałem się najbardziej był komandor John Shepard z trylogii Mass Effect. Dlaczego? Studiu Bioware udało się w mistrzowski sposób połączyć swobodę prowadzenia postaci, z bardzo dobrze rozpisanym scenariuszem. Możemy stworzyć wygląd Sheparda na swoje podobieństwo i podejmować później różnorakie decyzje moralne, jednak charakter bohatera zawsze pozostaje przy tym bardzo wyrazisty i spójny.

    Mój komandor Shepard był Paragonem/Idealistą. Identyfikowałem się z nim, ponieważ tak jak on cenię sobie podchodzenie do problemów z głową, a nie za pomocą brutalnej siły. Mojemu Shepardowi udało się zjednoczyć całą galaktykę w walce ze Żniwiarzami, co możliwe było dzięki charyzmie komandora, ale i uprzejmości z jaką odnosił się do przedstawicieli innych kosmicznych ras. Uratowałem samice Krogan, pogodziłem nawet Gethów i Quarian.

    Shepard był ponadto bohaterem bardzo towarzyskim, o czym możemy przekonać się w świetnym dodatku Cytadela. Załoga Normandii to nie tylko podkomendni Sheparda, ale również jego prawdziwi przyjaciele. Pomijając nawet świetnie napisane wątki romantyczne (co również nadawało Shepardowi autentyczności) bardzo podobało mi się jak bohater budował przyjacielską relację z Garrusem. Z postacią Sheparda identyfikowałem się na tyle mocno, że żywiłem podobne odczucia wobec towarzyszy, co on.

    Shepard towarzyszył mi przez trzy gry i kilkaset godzin rozgrywki. Przez ten czas niezwykle się z nim zżyłem i chociaż czekam na Mass Effect Andromeda, będzie mi brakowało komandora. W pewnym sensie jego historia zaczęła być moją własną, gdy pozanając kolejne wątki przeżywałem z Shepardem wzloty i upadki. Dodam jeszcze, że niezwykle rozczarowało mnie zakończenie części trzeciej – wiem że nie wypada oczekiwać od twórców gier happy endu, ale ktoś taki jak Shepard powinien po prostu odejść na koniec w chwale, w kierunku zachodzącego słońca.

  • https://www.facebook.com/pages/Antares-kontra-Świat-Jerzy-Bartoszewicz/206352722741721 Jerzy Bartoszewicz

    Niedługo skończę 30 lat i nie skłamię, gdy powiem, że w swoim życiu ukończyłem setki gier. Wiele z nich było znakomitych i zapadło mi w pamięć. W związku z tym mógłbym wymienić wielu bohaterów, z którymi identyfikowałem się podczas rozgrywki. Nieco niespodziewanie, najważniejszą grą w całym moim życiu okazał się jednak Bioshock Infinite – pozycja wybitna ze względu na mistrzowski design, niesamowitą fabułę z zaskakującym zakończeniem, masę niezwykle inteligentnych nawiązań do innych dzieł kultury, teorię alternatywnych rzeczywistości, i fantastyczne przemieszanie fikcji z motywami historycznymi. Najbardziej urzekła mnie jednak znakomicie napisana para bohaterów.

    Z Bookerem DeWittem, w którego wcielamy się w grze, nie identyfikowałem się od razu. Starszy cyniczny facet, zabijający ludzi z zimną krwią, nie budził u mnie specjalnej sympatii, jednak podzielałem jego dystans do zaślepionych ideologicznie mieszkańców Columbii. Twórcy Bioshocka wprowadzili jednak kilka zabiegów powodujących, że z czasem coraz mocniej czułem, że jestem Bookerem, głównie za sprawą podkładającego głos aktora Troya Bakera, który znakomicie wcielił się w rolę. Jednak to, że w pewnym momencie przestałem wcielać się w rolę Bookera, a po prostu stałem się Bookerem, jest zasługą postaci Elizabeth.

    Odpowiadając na zadanie konkursowe – bez dwóch zdań, postacią z gry wideo z którą poczułem największą więź jest właśnie Elizabeth Comstock. Bohaterka o wielkich, niebieskich oczach i wielkim sercu. Więziona od dziecka w wieży, skazana na towarzystwo swojego strażnika – kolosa Songbirda – i biblioteczki pełnej książek. Postać niezwykle barwna, z pozoru odrobinę dziecinna, lecz tak naprawdę dojrzała i inteligentna. Bioshock Infinite dostarcza z pomocą Elizabeth niesamowitych wrażeń, których nie sposób szukać w innych grach wideo. Przykładów można podać wiele.

    Fenomenalna scena tańca na plaży (nawiązująca do Titanica) i anachronizm w postaci melodii z piosenki “Girls just wanna have fun” granej później na katarynce. Moment, w którym Elizabeth prosi o pomoc w wyborze wisiorka, który nosi na szyi do końca gry – każdy, kto choć raz był z naprawdę bliską osobą na zakupach, rozumie to uczucie, gdy pyta nas o zdanie. Takich scen budujących relację między Bookerem a Elizabeth jest sporo – ostatecznie zimny bohater się do niej przywiązał, a ja zrobiłem to razem z nim. Byłem autentycznie wściekły za każdym razem, gdy ktoś próbował skrzywdzić dziewczynę. A w jednym z późniejszych fragmentów gry, gdy Ela zostaje porwana, czułem się autentycznie źle. Oczywiście, gdy w paru momentach Booker sprawił jej przykrość, miałem wyrzuty sumienia. Zwłaszcza, że sam postąpiłbym inaczej. I zabrałbym ją w tę wymarzoną podróż do Paryża…

    Na koniec dodam, że Bioshock Infinite spodobał mi się tak bardzo, że zdecydowałem się wytatuować sobie cały rękaw z motywami z gry. Najważniejsze miejsce, na przedramieniu, zajmuje właśnie Elizabeth – najbardziej żywa postać jaką kiedykolwiek miałem okazję poznać w grze wideo.

    https://uploads.disquscdn.com/images/bf8e8dee25be5d2d41c894ccc1f599d624e1adebae85b8d827cc1db59de46de0.jpg

  • Reżyser

    Napisałbym z chęcią o pierwszej grze, która zabrała mi naprawdę spory kawałek życia i do której wiele ówczesnych gier się nie umywa, czyli Baldur’s Gate, ale nie. Choć zżyłem się z tą grą, to jednak więź na linii mojego umysłu z cyfrowym gagatkiem wytworzyła się w Brutal Legend m/. Graczy się nie dzieli, to jedna wielka Brać, ale ile jest gier do bólu wyłamujących utarty schemat sukcesu aby tylko dać frajdę? Brutal Legend to moje Heavy Metalowe Niebo… Albo Piekło, a główna postać, Eddie Riggs jest moim odbiciem po tamtej stronie. Czy to gaming czy real, rock i metal zawsze będzie ukryty za kurtyna mroku bo nie pasuje do wyidealizowanego i nastawionego na konsumpcje świata. Brutal Legend dało mi czystą rozrywkę wykutą w ogniu czadowości i zahartowaną diabelską nutą. Tak, Eddie Riggs… już sam fakt, że jest wzorowany na Jack Blacku mile łechce mój umysł. W końcu gra, gdzie bohater jest stereotypowym metalowcem okutym w skórę, ćwieki i stal. Prowadzić jego poczynania w świecie Rocka było czystą frajdą. Rozgramianie wrogów za pomocą topora bitewnego było igraszką, a spopielanie lub rażenie ich prądem gitarą Flying V – pieszczotą dla zmysłów. Eddie Riggs to kompan, który ma w sercu Rock. Kumpel, z którym gdyby istniał, napiłbym się i ruszył na miasto. Nie bał się zaufać i oddać duszy. Eddie ma styl, który dla mnie jest kwintesencją tego, co najpiękniejsze w muzyce metalowej: bitewny topór, gitara, naszpikowane ćwiekami karwasze, skórzana kamizelka i faja w gębie. Prawdziwy Rockman, który zbawia uciśniony świat i wyzwala radość z muzyki. Gra aż mu ręce płoną, a każda nuta budzi z otępienia kolejnych uwięzionych wyznawców rocka. Eddie jest idealistą, pragnie zniszczyć niegodziwość i zło i nie idzie na kompromisy. Jest jak czołg, który rozgniata wrogów. Do tego potrafi poświęcać się dla kompanów i nigdy nie opuszcza ich w potrzebie. No i jak prawdziwy Rockman, zawsze sobie załatwi jakąś gorącą pannę i zimny browar. No dobrze, ma też damę swego serca, ale to później ;) Z taka postacią czuję więź. Rozumiem jej świat, potrzeby i cele. Z nim mógłbym ramię w ramię ratować młode dziewoje z opresji i spijać piankę z oszronionego kufla… To jest każdy ze swojego. Riggs jest smieszkiem z nadmuchanym ego i tego brakuje dziś w innych grach, gdzie każdy jest poważny, sytuacja dramatyczna a wrogowie sztywni. Z Eddiem Riggsem żadna sytuacja nie wydaje się niemożliwa, a dramatyzm jest tylko wtedy, gdy alkoholu brak. I dziewczyn. I jego samochodu, prawdziwie oldschoolowego Hot Roda z buchającymi płomieniami, minigunem i rakietami. Ot, taki dodatek do Ego. Jak dla mnie, ta gra jest przyjemną odskocznią od codziennością w świat muzyki, legend, mitów i prawdziwie metalowego ducha, a sam Eddie Riggs duchowym następcą wszystkich pokoleń, które noszą w sercu miłość do rocka. Uosobieniem czadowości śmiejącym się sztampowości prosto w twarz.

  • Antosh

    Bohaterem z którym najbardziej się zżyłem jest mój ork szaman z World of Warcraft. Gram nim od 2007 roku. Tworząc tego bohatera na serwerze RP (Role Playing) i poznając na swojej drodze innych graczy tworzyłem jego historię. Sprawiało mi satysfakcję, gdy rósł w siłę i gdy zdobywałem dla niego nowe wyposażenie. Dziś, kilka dodatków dalej mój ork zdążył się już dorobić siwej brody, a historie które przeżył mógłby opowiadać przy kominku. Spędziłem z nim już ponad tysiąc godzin online.

  • Tomasz Czardyban

    Mój ulubiony bohater to Knack. Dlaczego ponieważ jest to postać wirtualna i spędziłem z nią wiele godzin grając z synem w grę o tytułowym bohaterze. Gra jest na tyle wciągająca, że z chwili na chwile mówiliśmy, że przejdziemy tylko ten poziom a gry nie było końca. Knack to postać która nabiera rozmiarów po zjedzeniu diamentów i zmniejszająca się po ich utracie. Gra jest dla każdego poczynając od malucha po emeryta który zapewne znajdzie chwile aby z wnukiem zagrać. Polecam każdemu takiego Knacka bo wciąga i to bardzo nie mogę już pisać bo znowu gramy …

  • Patrycja Jabłońska

    Bohaterką gry wideo z którą się najbardziej zżyłam jest Lara Croft. Tomb Raider III był pierwszą grą komputerową, którą tata przyniósł mi, gdy byłam mała. Od tego czasu bardzo cenię sobie tę postać i całą serię, w tym najnowsze odsłony. Larę podziwiałam za to, że była odważna i silna, a przy tym inteligentna. Lubiłam ją tak bardzo, że polubiłam naukę historii i przez wiele lat rozważałam studiowanie archeologii. Postać Lary Croft była dla mnie również pierwszym wzorem kobiety, która była niezależna i niczego się nie boi. Lubię ją po dziś dzień – tak naprawdę największą więź z tą postacią poczułam grając w najnowsze odsłony serii, w których scenarzyści jeszcze bardziej Larę uczłowieczyli. W nowych częściach możemy zobaczyć w Larze całe spektrum dobrze przedstawionych emocji, od strachu, poprzez współczucie czy wielką determinację. Podoba mi się również, że nowa Lara przechodzi przemianę. Na początku reboota serii z 2013 roku poznajemy ją jako normalną, przestraszoną dziewczynę. Bardzo interesujące było obserwowanie, jak młoda archeolożka radzi sobie z wydarzeniami które następują w grze i jaką przechodzi przemianę, by sprostać przeciwnościom losu. Lara może być inspiracją dla każdego z nas. To symbol prawdziwie silnej dziewczyny. Pięknej, ale i inteligentnej i pewnej swojej własnej wartości.