INSPEKTOR GADŻET: PIERWSZE A DRUGIE DZIECKO

Oj, przyznaję szczerze, kiedy miało urodzić się nasze pierwsze dziecko kupowaliśmy jak opętani. Gadżety elektroniczne, kompletnie niepraktyczne (ale za to ładne) ubranka, zabawki i wszelkiego typu akcesoria mające ułatwić nam życie. Przy drugim dziecku nasz pęd nabywczy zdecydowanie spowolnił.

Życie do spółki z doświadczeniami pokazały, że wiele rozwiązań się po prostu nie sprawdza. Ale zróbmy konkretny remanent – czasowo odstęp między dziećmi wyniósł dokładnie pięć lat. Technika poszła mocno naprzód, dlatego część gadżetów sama wyeliminowała się z użycia.

Era syna

W związku z narodzinami dziecka najbardziej baliśmy się o zdrowie naszego synka i jego bezpieczeństwo. Z tego powodu pierwszymi przedmiotami, na które wydaliśmy dużo pieniędzy były gadżety służące monitoringowi i inwigilacji. Na pierwszy ogień poszedł sensor snu. Pod materacykiem umieściliśmy płytę, która połączona z nadajnikiem miała nas alarmować o braku oddechu w czasie drzemek dziecka. Nie muszę chyba mówić, że codziennie w nocy zapominaliśmy go rozbrajać i wył w najlepsze, podczas gdy dziecko było karmione poza łóżeczkiem.

Kontrolowaliśmy także aktywność synka zostawiając w jego łóżeczku elektryczną nianię, a właściwie korzystając z dwóch modeli. Obydwa idealnie ściągały rozmowy taksówkarzy z centralą.

Przy córce naszym marzeniem od początku było uzupełnienie deficytów snu. A głos dziewczyna ma donośny, dlatego pośrednictwo elektrycznej niani w ogóle nie było nam potrzebne. A jaki los podzielił sensor snu? Zamiast pod materacykiem czeka na kolejne pierworodne dziecko przyjaciół – na strychu w domu teściów.

Podgrzewacz chusteczek, podgrzewacz do butelek, sterylizator? Nooo, takie cuda też posiadaliśmy. I co ciekawsze rzeczywiście mieliśmy tyle czasu i fantazji, żeby bawić się w ich używanie. Przy drugim dziecku liczy się szybkość i skuteczność. Córka jest tak szybka, że doprawdy nikt nie stworzył jeszcze na tyle błyskawicznego podgrzewacza do mokrych chusteczek, że byłby on w stanie uprzedzić jej wymyk i ekspresową ucieczkę z przewijaka. Podgrzewacze zastąpił czajnik, o czym już za moment, a sterylizator garnek z wodą.

Kiedy nasz syn był malutki zainwestowaliśmy w kamerę DVD, a później w przenośne DVD. Jak wiadomo od 2009 roku technika poszła tak bardzo do przodu, że miejsce kamer wyparły dobre smartphony, a DVD tablety z dostępem do sieci lub konsole do gry – o czym także za chwilę. Przenośne DVD okazało się porażką na całej linii – większości płyt w ogóle nie odtwarzało, a niedotykowy ekran i nieintuicyjne menu wymagało nadzoru dorosłej osoby. Poza tym dzieci z natury są ruchliwe, a to urządzenie było wybitnie czułe na wstrząsy i całkiem niedotykalskie.

Epoka córki

Nasza córka ma teraz rok, a większość urządzeń, które ułatwiają nam życie nie ma na pierwszy rzut oka zbyt wiele wspólnego z dziećmi. Taka na przykład pralka z suszarką! Ideał, zwłaszcza gdy przez tydzień leje, w całym domu panuje wilgoć, pranie nie chce schnąć, a kolejne śpioszki – dzięki inwencji dziecka – nadają się do założenia na godzinę. Pralka z suszarką podoła wszystkiemu – upierze, wysuszy i ucieszy.

Drugi na naszej liście, i to z bardzo silną pozycją, jest… ekspres do kawy. Jak już wspomniałam nasza córka – w przeciwieństwie do syna – ma w głębokim poważaniu sen. Wierzcie mi, że mocne espresso z ekspresu potrafi postawić człowieka na nogi – nawet o 5 rano. Z kolei pyszne, aksamitne latte koi zszargane nerwy w okolicach południa, kiedy dziecku udaje się uciąć godzinną drzemkę. Dorzućcie jeszcze do tego czytnik książek i jest relaks idealny.

Już wcześniej wspomniałam o czajniku elektrycznym. Nasz ideał ma trzy ustawienia temperatury i na dodatek potrafi trzymać ciepło. Cudowne urządzenie, gdy w środku nocy trzeba rozrobić mleko modyfikowane z wodą. Odpada nerwowe studzenie zawartości butelki pod zimną wodą przy wtórze straszliwych wrzasków głodnego niemowlaka.

Pozostając jeszcze w świecie produktów AGD, nie sposób nie wspomnieć o przenośnym odkurzaczu. Ten niewielki sprzęt pozwala szybko rozprawić się z okruchami po rodzinnym śniadaniu. I obiedzie. A także po kolacji. Właściwie po każdym posiłku spożywanym przez dzieci. Odkurzacz poradzi sobie także z okruchami w samochodzie i na kanapie oraz fotelach. Szybko, bez potrzeby wyciągania sprzętu większego kalibru.

Co jeszcze się sprawdza? Porządny smartphone z dobrym aparatem i kamerą. Taki, który jest przy okazji w miarę pancerny i można na niego ściągnąć aplikacje, które zabawiają dzieci w czasie podróży. Marka i model to oczywiście kwestia bardzo indywidualna. Najważniejsze, że dobra komórka zastępuje aparat fotograficzny, kamerę oraz tablet.

Skoro o tablecie mowa, to sprzęt cudownie sprawdza się przy starszym dziecku – zwłaszcza jeśli nie mamy w domu telewizora i kablówki. Młodsze w sumie także nim nie gardzi – idealnie nadaje się do poklepywania i obśliniania. Tablet sprawdzi się, także gdy rodzice na urlopie macierzyńskim cierpią na nadmiar czasu i lubią oglądać seriale. No ale jak wiadomo rodzice więcej niż jednego dziecka raczej nie narzekają z powodu pustych przelotów…

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony technologicznie.pl – Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *