Dziecko versus tablet i inne technologie

dziecko tablet

Czas, gdy czekacie na dziecko, pierwsze dziecko, z reguły jest czasem, gdy chcąc nie chcąc myślicie o założeniach co do jego wychowania. No i tu zaczynają się schody – to, co zakłada się przed urodzeniem dzidzioka zwykle zderza się z brutalną rzeczywistością po jego urodzeniu. Nie jesteśmy przeciwnikami technologii. Ot, tak myśleliśmy, że może po narodzinach Pierworodnego będzie jej jednak mniej.

Umówmy się, w dzisiejszych czasach nie da się odciąć od technologii, a nawet jak się da, to jest to, moim zdaniem, sztuczny wymysł. Nie, nie neguję wyborów ludzi, którzy chcą być z dala, ale naprawdę coraz bardziej wydaje mi się to sztuczne. Gdy czekaliśmy na Młodego, to trochę założyliśmy: że może bajki w tv czy na tablecie, to jak najpóźniej, że telefon komórkowy, to w ogóle z dala od Niego. Nawet w cywilizowanej Brukseli, gdzie Młody się urodził, położne prosiły, żeby nie wisieć dzieciakom z telefonem nad głową. Pomyśleliśmy: hm, racja, coś w tym jest. Generalnie, że na spokojnie, my i tak z telewizji w zasadzie nie korzystamy (ale z innych dobrodziejstw cywilizacji owszem).

Zmiana założeń

Około 10 miesiąca życia naszego Synka, kiedy popatrzyliśmy, jak rozwijają się dzieciaki naszych znajomych, doszliśmy do wniosku, że te bajki to nie takie zło. Dzieciak zaczyna coś rozumieć, a nawet nauczy się czegoś. Tablet? Stał się nieodzownym elementem życia z dzidziokiem. Nie, nie kilka godzin dziennie, ale jest ten rytuał bajek wieczorem (no tak, przyznaję się, jeśli bardzo bardzo prosi – czytaj: drze się – to dostanie wcześniej porcyjkę kolorowych historyjek lub piosenek, ale i tak nie skupia się na wszystkich i nie ślęczy wlepiony przez godzinę – póki co). Telefon? Tak, czasem nam gwizdnie i chodzi z nim, udając, że dzwoni do Babci i gada namiętnie paplając po swojemu. Można powiedzieć ideał sięgnął bruku, nasze założenia upadły. Ale też nie trzymaliśmy się ich zbyt mocno. Czy to dobrze? Czy to zguba ta technologia? Wszyscy trąbią, że za dużo bodźców, dzieci pobudzone, ADHD i tak dalej. Powiem tak: nie wiem. Wiem tylko, że nie będziemy sztucznie dzieciaka chować, ale też z umiarem, nie tylko samą technologią w końcu żyjemy. Uwielbia książki, prosi, żeby poczytać, ba, sam nawet czyta nam po swojemu. Bawi się, biega po placach zabaw i spotyka z koleżankami i kolegami. I żywię nadzieję, że będzie biegał po tym podwórku jak ja – już trochę inaczej, bo mieszkamy inaczej niż kiedyś.

Dziecko demon

W tym całym popłochu, że dzieci nie wychodzą i nie bawią się – doznałam szoku. Bo na naszym osiedlu nie raz słyszałam i widziałam ganiające dzieciaki. Jak my – na rowerach, hulajnogach, duże, małe. I nie raz słyszałam w letni wieczór: „ Barteeeek, Gosiaaa, do domu!”. Nie jest tak, jak było kiedyś, bo nie będzie jak KIEDYŚ. Jest inaczej, czasy są inne, ludzie są inni. Nie demonizujmy tych naszych dzieci. Dopiero zaczynam wchodzić w świat, w który wchodzi nasz Syn. Sprawdzę sama, czy to jest złe, czy dobre. Robimy tak jak intuicja nas poniesie, ale z dozą kontroli, wiadomo. Gdy zobaczyłam dokument Natalii Hatalskiej, to od razu uśmiechnęłam się.

Można przyczepić się do wielu rzeczy, które w nim są. Ale chodzi o zamysł. Technologia nie jest wcale taka straszna. I mam wrażenie, tak jak autorka, że dzieciaki, bardziej niż my, zdają sobie sprawę z zagrożeń, jakie niosą wszystkie cywilizacyjne postępy. Zaufajmy im, bo czemu nie?

  • Piotr Skonieczny

    Jako, że mam półroczną córeczkę to się wypowiem. Również z żoną chcieliśmy wszelkie technologie odsunąć od dziecka jak najdalej. Jest za mała na tablet. Ale przed laptopem czasami siedzi i „rrozmawia” sobie z babcią. Raz na parę dni obejrzy 2 minuty bajki. Jedyne czego się pozbyliśmy to telewizora na stałe. Bo to zawsze gdzieś gra w tle i nie wiadomo kiedy „wychowuje” za nas dziecko. ☺