5 gadżetów, które powinna mieć każda kobieta

ebook_kobieta_czyta

XX wiek był zdecydowanie łaskawszy dla kobiet. Maszynka do golenia była wyłącznie męskim przyrządem. Szczytem finezji kobiecej fryzury było samodzielnie utlenione białe pasemko, a paznokcie malowało się od święta. W niewielkiej torebce nosiło się kalendarzyk zapisany po brzegi numerami telefonów stacjonarnych, a spotkania z koleżankami odbywały się na chybił-trafił. Albo będzie w domu, albo nie będzie. XXI wiek przyniósł ze sobą masę ułatwień, ale i zobowiązań. Tak. XXI wiek zobowiązuje. Zobowiązuje, ale daje nam również odpowiednie do spełnienia tych obowiązków narzędzia. Co powinna mieć każda kobieta XXI wieku?

  1. Smartfon – tak zwana „oczywista oczywistość”. W dzisiejszych czasach smartfon to już za mało, jeśli nie ma się stałego dostępu do Internetu. Facebook, Instagram, Twitter. Przy mediach społecznościowych, które wręcz kipią z naszych smartfonów, nawet poczciwy SMS staje się powoli przeżytkiem. Oprócz kontaktu ze światem smartfon zastępuje nam aparat fotograficzny, poczciwego walkmana na kasety i wspominany wcześniej kalendarzyk. Aplikacje na smartfony to temat na pracę dyplomową, więc tylko o nich wspominam dla zasady J
  2. Lampa UV – lakiery do paznokci to powoli przeżytek. Kilka lat temu do łask weszła hybryda. Początkowo podchodziłyśmy do niej z ostrożnością. Większości kojarzyła się z tipsami, żelami i innymi dziwadłami, które niesamowicie niszczyły naszą płytkę. Zniechęcała również cena, która aktualnie spadła do zaledwie kilkudziesięciu złotych, wydawanych raz na 3 tygodnie. Ale nawet te kilkadziesiąt złotych staje się niepotrzebnym wydatkiem, kiedy dociera do nas, że tych kilka warstw lakieru hybrydowego jesteśmy w stanie położyć sobie w domu własnoręcznie. Lampa UV zwraca nam się już po kilku miesiącach domowego wykonywania manicure hybrydowego. Jestem przekonana, że niedługo stanie się tak oczywistym przedmiotem w domu, jak pilniczek do paznokci.
  3. Prostownica – na początku była błogosławieństwem dla osób z kręconymi i falowanymi włosami. Z czasem okazało się, że zaczęły jej używać również osoby o prostych włosach, ponieważ pięknie zamyka łuskę i przez to nadaje blasku fryzurze. Dzięki YouTube’owi nauczyłyśmy się również za jej pomocą kręcić loki i serwować sobie domowe SPA dla włosów. A to wszystko dzięki „wprasowywaniu” we włosy specjalistycznych odżywek, które w połączeniu z ciepłem prostownicy dają niesamowity efekt odżywienia.
  4. Masażer antycellulitowy – razem z masażerem przechodzimy do negatywnej strony XXI wieku. Cellulitis to niestety efekt chemii, którą pochłaniamy codziennie w niemal każdym naszym posiłku. Konserwanty i barwniki połączone z ograniczonym ruchem i siedzącym trybem pracy odbijają się na naszych udach, pośladkach i ramionach. Skórka pomarańczowa, która początkowo była kojarzona wyłącznie z otyłością u kobiet, aktualnie dotyka również szczupłe dziewczyny i… brzuchy ich facetów! Odpowiednia dieta nie wystarczy. Cellulitis musimy masować. Zwykły masaż ręką może być mało skuteczny. Najlepiej wspomagać się masażerami, które ze względu na niesamowity popyt, są już bardzo tanie. Za kilkadziesiąt złotych jesteśmy w stanie sprawić sobie codzienny masaż w trakcie oglądania ulubionego serialu.
  5. Lusterko kosmetyczne – idealny makijaż, dokładna kreska na powiece, czy wyregulowane brwi to w dzisiejszych czasach obowiązek. Malutkie łazienkowe lusterka i żółte światło żarówki to nasz wróg numer 1. Coraz popularniejsze są lusterka podświetlane, a „mega-powiększenie” na drugiej stronie lusterka to już obowiązek. No bo jak bez tego wyregulujemy brwi co do jednego włoska albo ubierzemy powiekę w tęczę barw?

Oczywiście możemy się „stawiać”, możemy się buntować. Nasze mamy nie potrzebowały masażerów antycellulitowych, bo w tamtych czasach nie było czegoś takiego jak skórka pomarańczowa. Na randki umawiały się przez telefon stacjonarny albo jeszcze podczas tego samego spotkania. Ale jedno jest pocieszające. Na taką randkę szykowały się dwa razy dłużej niż my, bo nie znały hybrydy, malowały się przy wątpliwej jakości świetle żarówki przed kiepskim lusterkiem, a jedyną fryzurą, jaką mogły zafundować swoim włosom była trwała ondulacja, która nie zawsze pasuje do każdej twarzy. Nie mogły wrzucić sweet-foci na Instagram i cieszyć się z serduszek pod zdjęciem. Nie zawierały znajomości przez Internet, a muzyki mogły słuchać tylko z kasety, na którą nagrywały piosenki, długo czekając przy radiu na tę jedyną. Czyli co? Nie mamy tak źle, prawda? ;)