Miniprojektory. Sprawdzamy, czy kino w kieszeni to dobry pomysł

philips PPX4835

Postanowiliśmy wnikliwie sprawdzić, ile jest prawdy w pogłoskach, że małe rozmiary to małe możliwości. Czy projektory kieszonkowe mogą nas czymś zaskoczyć i stać się dobrym, mobilnym towarzyszem podczas pracy i rozrywki? Oto krótki poradnik, który rozwieje kilka kluczowych wątpliwości.

Wystarczająca moc?

Pogromcy miniprojektorów twierdzą, że urządzenia te mają zbyt małą moc, by skutecznie wyświetlać dobry obraz. Jak jest naprawdę?
Oczywiście daleko im do stacjonarnych kuzynów pod względem jasności. Kieszonkowce charakteryzują się w tym elemencie sporą rozpiętością. Tańsze modele to osiągi w granicach 30-100 ANSI lumenów, średnia półka potrafi przeważnie przekroczyć 100 lumenów, droższe to nawet 350 lumenów (dużo zależy od trybu pracy – na baterii działają z mniejszą mocą niż podłączone do zasilania).

Choć to wciąż dużo mniej od stacjonarnych projektorów, to takie osiągi pozwalają w opcji minimum na jasny obraz o przekątnej ok. 1,5 m. w ciemnym pomieszczeniu. Te z wyższej półki wyświetlają obraz o przekątnej 150 cali (ok. 381 cm). W dzień będzie to nieco mniej, ze względu na obecność światła słonecznego.

Jakość obrazu zależy w tym samym stopniu od współczynnika kontrastu. Im większy, tym obraz jest wyraźniejszy i ostrzejszy. Tańsze modele to kontrast na poziomie 800:1 lub 1000:1. Droższe mają nawet 100 razy większy kontrast.

Czy brak full HD przeszkadza?

Choć na rynku pojawia się coraz więcej modeli z rozdzielczością HD Ready 1280x 720px, to jednak wciąż większość projektorów kieszonkowych obsługuje rozdzielczość wyjściową obrazu WVGA, czyli 854x480px.
Nie oznacza to, że jakość obrazu z projektorów kieszonkowych jest niska. Dzięki wysokiemu współczynnikowi kontrastu oraz przeskalowaniu obrazu tekst jest na tyle wyraźny, by przeczytać go z łatwością nawet z większej odległości. Jakość obrazu można dodatkowo zwiększyć pomniejszając rozdzielczość na komputerze.

Co z korekcją obrazu?

Małe rozmiary wymusiły na producentach konieczność rezygnacji z mechanizmu korekcji Keystone, czyli trapezowego zniekształcenia obrazu (zwłaszcza w tańszych modelach). Z pozoru wydaje się to sporym mankamentem. Ale dzięki małym rozmiarom istnieje banalny sposób na korekcję zniekształcenia. Wystarczy odpowiednie ustawienie przy pomocy złącza do przykręcenia statywu, które sprawi, że obraz będzie wyświetlał się idealnie w pionie.

Co tam jeszcze zmieścili?

Sporym zdziwieniem (pozytywnym rzecz jasna) może być ilość dodatków w tak małych rozmiarach. Tu właściwie upada kolejny mit, że kieszonkowe projektory mają ograniczone możliwości. Na tylnych panelach o długości 10 cm zmieścił się port USB, złącze do ładowanie urządzenia, podłączenie kabla USB OTG (dla pendrive’a lub dysku twardego), slot na karty SD o pojemności do 32GB oraz złącze micro-HDMI. Sporo, prawda?

Nie zapomnijmy jeszcze, że za pomocą dodatkowych kabli można również wyświetlać obraz z urządzeń opartych na systemie iOS, a także konsoli PSP. Na koniec warto wspomnieć, że dzięki wejściu słuchawkowemu dźwięk filmu czy prezentacji może być odtwarzany na zewnętrznych głośnikach.

Czy to małe jest odporne?

Sporo osób zadaje sobie to pytanie. Być może sposób myślenia jest podobny jak w przypadku smartfonów: czy mała rzecz, która wymsknie się z ręki, będzie podatna na uszkodzenia mechaniczne?

Cóż, zdumiewający byłby fakt, że nic mu się nigdy nie stanie. Ale w pojedynku ze stacjonarnymi projektorami, nasze kieszonkowce mają jedną, dużą przewagę.

W projektorach najbardziej wrażliwe na uszkodzenia są lampa i mechanizm regulujący obraz, czyli autofocus oraz zoom. Większość miniprojektorów składa się z diod LED-owych, które są odporne na stłuczenie. A mechanizmu odpowiedzialnego za regulację lampy w większości modelów nie ma, gdyż ostrość regulowana jest manualnie.

Podsumowanie – dla kogo i do czego ten mały gadżet?

Powiedzmy to sobie wprost. Miniprojektory jeszcze długo nie dorównają osiągom stacjonarnych kolegów. Jednak ostatnie 3 lata to twarde dowody na to, że kieszonkowce stają się coraz silniejsze. Warto przy tej okazji przyjrzeć się dwóm ostatnim modelom od Philipsa (PPX 4835 oraz PPX 4935). Oba z 350 lumenami i Androidem na pokładzie wyświetlają obraz HD w rozdzielczości 720p i przekątnej 150 cali. Akumulator o pojemności 5200 mAh pozwala na projekcję do 3 godzin. A to jak na kieszonkowce naprawdę solidne osiągi.

Ale nie możemy się tu też oszukiwać. Kieszonkowy projektor na pewno nie zaspokoi wybrednych kinomanów. Nie jest to (jeszcze) urządzenie, które zastąpi nam co dzień telewizor. To gadżet, który idealnie sprawdzi się do wieczornego oglądania filmów i seriali w gronie znajomych. Ale najwięcej wycisną z niego ci, którzy często podróżują – większość modeli kieszonkowych waży do pół kilograma i jest rozmiarów, które (dosłownie!) mieszczą się w dłoni.