Fenomen snapchat’a – po co to w ogóle jest?

shutterstock_443977399

Zdobywa rekordy popularności, wprowadza coraz więcej funkcji i udogodnień, cieszy małych i sprawia przyjemność tym większym. Snapchat. Wielu korzysta (ponad 100 milionów aktywnych użytkowników!), wielu spróbowało i po kilku tygodniach używania go porzuciło, a wielu innych zadaje sobie pytanie – po co w ogóle jest ten snapchat?!

Żeby odpowiedzieć na pytanie niedowiarków skupmy się najpierw na podstawowych założeniach tej aplikacji. Jak każda osoba obeznana w gadżetach i nowinkach z dziedziny techniki wie – snapchat to aplikacja, której podstawą działania jest multimedialny komunikator. I to nie byle jaki komunikator, bo komunikator, w którym nie archiwizuje się przesyłanych zdjęć i filmów (znikają kilka sekund po odtworzeniu). To co wyróżnia snapchat od innych aplikacji i komunikatorów jest łatwość, z jaką można przesyłać między użytkownikami multimedia. Same wiadomości tekstowe to udogodnienie wprowadzone już wtedy, kiedy aplikacja zdobyła popularność, a dodatkowym atutem jest publikowanie My Story, czyli video i zdjęć udostępnionych dla wszystkich obserwujących dane konto osób.

Tego trzeba spróbować!

Szczyt popularności Snapchata w Polsce przypada na ten i zeszły rok. Sama w przypływie natchnienia przetestowałam tę aplikację i, nie będę ukrywać, szalenie mi się spodobała. Przerwałam zabawę, kiedy straciłam smartfona w kontakcie z betonem, teraz, po kilku miesiącach snapchatowego postu z ciekawością od nowa przyglądam się tej aplikacji. Jako blogerce najbardziej przypadło mi do gustu publikowanie w My Story, a także podglądanie największych snapchatowych kont polskich celebrity.

Jak mam wnioski? Snapchat dla osób publicznych, rozpoznawalnych, zwłaszcza tych działających w internecie, jest idealnym uzupełnieniem innych kanałów, w których się pojawiają. Na snapchacie można publikować cały śmietnik, który nie nadaje się na Facebooka czy Instagram, bo, na dobrą sprawę, wszystko i tak zniknie po 24 godzinach, a będzie doskonałą konkluzją tego, co można zobaczyć w innych miejscach w sieci. Chociaż wcale nie jest powiedziane, że ma się tam znaleźć wszystko to, co zbyt brzydkie, żeby trafiło „na fejsa”. Uwielbiam oglądać „snapy” (czyli to, co publikowane jest na snapchacie) Maffashion. Robi to tak genialnie, że od momentu pojawienia się tej aplikacji ciągle jest tam na szczycie największych kont.

Dla prywatnej osoby to fantastyczna aplikacja, żeby być w stałym kontakcie z bliskimi osobami, które są daleko, na przykład z dziadkami, którzy pragną wiedzieć, co słychać u ich wnuków. Dzięki podstawowej funkcji Snapchata – aplikacja nie magazynuje plików na smartfonie, dzięki czemu nie zużywa zbyt dużej ilości pamięci, co jest dla wielu osób olbrzymią zaletą.

Młodzi i gniewni

Można odnieść wrażenie, że Snapchat dla młodych ludzi, nastolatków, jest tym, czym dla kilka lat starszych osób jest Facebook. Teraz pewnie nawet Snapchat przegrywa z PokemonGo, jednak przed fenomenem gry można było zaobserwować od gro młodych ludzi, którzy świetnie się bawili spędzając czas na Snapchacie. Sama idea Snapchata jest dla nich genialna w swojej prostocie – można szybko, łatwo i bez zbędnego martwienia się jakością przekazu, pokazać jakim się jest i co kocha się robić.

Czasy, kiedy Snapchat kojarzony był z przesyłaniem do przypadkowych osób nagich zdjęć już dawno minął. Obecnie trwa wielka migracja znanych marek w ten nie do końca odkryty jeszcze świat. Już teraz Coca Cola ma tam ponad 84 tysiące obserwatorów, a do najpopularniejszych marek możemy też zaliczyć KFC (29k), EskaTV (26k), czy Orange (20k). Kwestią czasu jest większa komercjalizacja Snapchata i wiele marek będzie żałować, że nie popłynęło na fali pierwszej popularności aplikacji razem z największymi, które wymieniłam wcześniej.

Pomysłów na wykorzystanie Snapchata jest wiele. Świetny przekrój możliwości pokazują blogerki i youtuberki, które traktują Snapchata jako kolejny kanał komunikacji ze swoimi obserwatorami. Blogerki kulinarne na przykład pokazują gotowanie na żywo, a blogerki modowe na „snapie” robią backstage z sesji zdjęciowych. Najwięcej jednak osób stara się pokazać odrobinkę większy ułamek swojej rzeczywistości i swojego świata, tworząc ze Snapchata taką wirtualną wersję Big Brothera. Czy jest w tym coś złego? Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie sam.