Ładowarki i baterie przyszłości

jak wybrać power banka

Bateria w telefonie padła i nie jesteś w stanie normalnie funkcjonować? Masz 5 minut do wyjścia, ale zdajesz sobie sprawę, że akumulator pokazuje jedynie 5 proc. naładowania? Nie masz czym naładować telefonu, albo zdajesz sobie sprawę, że zajmie to co najmniej kilkadziesiąt minut?

Na szczęście te czasy już powoli mijają. Coraz więcej rozwiązań pomaga urządzeniom mobilnym na dłuższe i wydajniejsze funkcjonowanie. Baterie tworzone są z coraz nowszych materiałów, nawet tak kosmicznych jak dwuwymiarowy grafen[1], przez co ich czas pracy wydłuża się. Ładowanie też nie zajmuje już całego dnia, tak jak w pierwszej dekadzie XXI. wieku – współczesne ładowarki pozwalają na pełne naładowanie telefonu w kilkadziesiąt minut.

Na dodatek zaczął się boom na przenośne akumulatory (tzw. portable chargers), a w ślad za tym podążył rynek wypuszczając setki przeróżnych urządzeń pozwalających utrzymać baterię przy życiu trochę dłużej. Dzięki temu coraz mniej ludzi obawia się „.śmierci” baterii gdzieś w podróży.

Użytkownicy coraz częściej narzekali na to, że smartfony są bardzo wydajne i użyteczne, ale nie pozwalają na zbyt długą pracę ze względu na stosunkowo krótki czas pracy baterii. Różnica była w końcu całkiem spora – bateria w zwykłych telefonach (tzw. starej generacji) pozwała na pracę nawet do kilku dni, podczas gdy smartfony działają na jednym naładowaniu maksymalnie dwa dni. Dodatkowo każdemu z nas przydarzyła się sytuacja, w której bateria padła, a my nie mieliśmy przy sobie czy to ładowarki czy gniazdka.

Te dwa problemy stają się powoli przeszłością.

Tygrysy biznesu elektronicznego (jak Tesla, Google czy Apple) dostrzegły ogromny potencjał na rynku baterii i ładowarek. Lepsze baterie pozwalać mają na dłuższe korzystanie z urządzeń, ale ważna jest też kwestia samego ładowania. Użytkownicy nie chcą spędzać kilku godzin czekając aż poziom naładowania baterii pozwoli im na swobodne operowanie telefonem. Ich wygoda zmusiła zatem projektantów do stworzenia nowego typu ładowarek.

Jednym z ich pionierów stał się Qualcomm, nazywanych przez niektórych „mobilnym Intelem” ze względu na jakość rozwiązań hardware, które dostarcza. Ich ostatni produkt (Quick Charge 3.0) pozwala na naładowanie aż 80% baterii w jedyne 35 minut, czyli zdecydowanie szybciej od konkurencyjnych rozwiązań stosowanych np. w Microsoft Nokii.

Jego poprzednik (Quick Charge 2.0 – zaimplementowany m.in. w wielu spośród najbardziej znanych telefonów środowiska Android OS) był prawie dwa razy mniej wydajny. Ten typ ładowarek przyjmuje się bardzo szybko – rozwiązanie proponowane przez Qualcomm pozwala ładowarce na określenie optymalnego poziomu energii, który może być dostarczany telefonowi w momencie ładowania, co oczywiście przyśpiesza cały proces.

To jednak nie wszystko – miesiąc temu naukowcy z MIT wraz z Samsungiem ogłosili, że wynaleźli nowy rodzaj baterii, który zamiast płynnych elektrolitów zawiera stały elektrolit. Co to oznacza w praktyce? Bezpieczeństwo, efektywność i wydajność – dzięki wyeliminowaniu płynów łatwopalnych baterie te są odporne na samozapłon, a jednocześnie nie degradują się. To oznacza, że najpewniej w najbliższych miesiącach usłyszymy o nowym rodzaju baterii sygnowanej znakiem Samsunga, który pozwoli na zdecydowanie dłuższą pracę na jednym naładowaniu. Jednocześnie możemy się spodziewać wdrożenia Quick Charge 3.0, czyli dużo krótszego czasu ładowania. W praktyce powinno to prawie o połowę skrócić czas ładowania, ale również o połowę wydłużyć czas pracy baterii.

Jednak to nie jedyne odkrycie naukowców z Massachusetts. Jedna z grup pracujących nad nano-produktami ogłosiła, że stworzyła baterie mogącą trzykrotnie zwiększyć siłę obecnych baterii, której ładowanie może zająć oszałamiające … 6 minut (!).

Ich zdaniem produkt jest możliwy do realizacji i tani w produkcji, niestety brak informacji o potencjalnych zainteresowanych. Wydaje się to jednak tylko kwestią czasu, szczególnie biorąc pod uwagę rozwój Samsunga – ani Apple, ani Google ani Microsoft nie mogą sobie pozwolić na pozostawanie w tyle.

Jednocześnie coraz popularniejsze stają się ładowarki wireless. Na Kickstarterze niektóre firmy zajmujące się tymi produktami zbierają setki tysięcy dolarów wsparcia, a w kwietniu tego roku Apple nieoficjalnie poinformował, że nowa generacja ich telefonów (iPhone 7.0) powinna mieć tę funkcjonalność. Zrobiła to jednak w dość specyficzny sposób – ogłaszając nabór na osobę odpowiedzialną za rozwój tego typu technologii. Apple musi działać szybko, bo Samsung zaimplementował podobne rozwiązania już w modelu Galaxy S6. W kontekście zmian personalnych (Google zatrudniający wcześniejszego szefa baterii Apple) wydaje się, że jedną z najbliższych konferencji Apple poświęci właśnie rozwiązaniom z dziedziny ładowarek i baterii.

Jeszcze ciekawiej robi się jednak, gdy pobawimy się w futurologów. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że baterie jako takie, to jedna z najwolniej rozwijających się technologii ostatnich lat. Dotychczas nie przynosiła wyjątkowych zysków, ale wraz z rozwojem branży elektro-motoryzacyjnej jej wpływy będą rosły. W rywalizację o miano lidera tej branży włączą się wszystkie firmy e-motoryzacyjne, jak Tesla. W kontekście zapowiadanej ekspansji Apple w rynek samochodów elektrycznych wydaje się, że będziemy świadkami wyjątkowo pasjonującej rywalizacji. Ich śladami podążają inne duże spółki, co nieuchronnie prowadzi nas do rewolucji w świecie baterii. Coraz głośniej mówi się o ładowarkach słonecznych, ultradźwiękowych, wodnych czy (uwaga) ładujących baterię ze skóry człowieka!

Ciekaw jestem, czy czekacie na któreś z powyższych rozwiązań w szczególności. Dajcie znać w komentarzach!


 

[1] ([PRZYPIS] Racja, jeszcze nie ma baterii z grafenu … jednakże naukowcy z Uniwerystetu Stanford stworzyli ich prototyp. Łączny czas ładowania wynosił – uwaga – 1 minutę (!!). Prototyp wciąż jest jednak niestały i ma dwukrotnie mniejszą wydajność niż współczesne baterie, więc jeszcze poczekamy z zachwytami. Moim zdaniem to tylko kwestia czasu, kiedy będziemy świadkami przełomu związanego z tym materiałem.