Linka z zaczepem czyli Kenu dla aktywnych

kenu_linka_do_telefonu

Bieganie, wspinanie, spacerowanie, podróżowanie, jeżdżenie na rolkach, rowerze, robienie zdjęć z wyciągu narciarskiego… Aktywność fizyczna jest super! Ale rozstać się ze swoim smartfonem? Mój zawsze i wszędzie jest ze mną, czy idę na łyżwy, czy na bieganie. Zostawiam go chyba tylko wtedy, gdy idę na basen. Niestety nieraz w czasie zbiegania z górki (moja trasa biegowa obejmuje powierzchnię równą, podbiegi, jak i zbiegi) mój telefon wypadł z kieszonki spodni biegowych, które nie posiadają suwaka (sic!). Na szczęście lądował za każdym razem na trawie/śniegu, ale gdyby tak z dużym impetem upadł na chodnik, byłoby mi bardzo przykro, a aparat zapewne byłby do wymiany lub, w najlepszym przypadku, do naprawy.

Dlatego zainteresowałam się propozycją firmy Kenu. Ich produkt Highline to etui z polikarbonatu, wyposażone w linkę z zaczepem, który można przytwierdzić nie tylko do suwaka, ale też np. do paska, plecaka, do czegokolwiek, co posiada otwór. Wydaje się niczym szczególnym? Błąd. Trudno uwierzyć, że tak prosta rzecz może być tak przydatna. Smycz nierozciągnięta ma tylko 26,5 cm, ale przy odpowiednim obciążeniu może się rozciągnąć nawet do ok. 106,5 cm. Zarówno linka, jak i pętla są wykonane z kevlaru, co powoduje, że nie przerwą się nawet przy dużym obciążeniu, a tym bardziej przy pociągnięciach, szarpnięciach drugiej osoby (może się też sprawdzić w przypadku prób kradzieży – ile razy się słyszy: „Przepraszam, która godzina? A mogę wykonać jeden telefon?”). To, że linka ma kształt spirali dodatkowo zabezpiecza, powoduje, że się nie splątuje i łagodzi szamotanie.

Produkt można obejrzeć tutaj: http://www.kenu.com/products/highline, a ja przejdę do samego korzystania: w przypadku upuszczenia „luźno” telefonu, ląduje on mniej więcej na wysokości kolan, odrobinę się odchyla w górę i działa dokładnie tak, jak powinien. Miłym zaskoczeniem jest to, że linka nie odkształca się i nie rozciąga permanentnie tylko szybko wraca do swojej pierwotnej długości. To może niektórym przeszkadzać np. przy robieniu zdjęć „na wyciągniętej ręce”, ale cóż – przy okazji można poćwiczyć bicepsy.

Można się obawiać, że gdy smartfon wypadnie podczas biegania przy dużej prędkości, to efekt bungee będzie spory i urządzenie może nabić nam siniaka. Fakt, odrzut jest silniejszy, ale smartfon zatrzymuje się mniej więcej w okolicach ud, więc nie ma obawy, że uderzy nas np. w twarz.

materiały producenta

materiały producenta

Jakie są mniej techniczne plusy przedmiotu? Komfort psychiczny! Niespecjalnie martwię się kradzieżą, upadek aparatu w miejscach publicznych też mi nie straszny, ale w przypadku robienia zdjęć np. na wakacjach na dużych wysokościach i właśnie przy bieganiu (często zbiegając przytrzymuję kieszonkę jedną ręką, co utrudnia bieg) jest rozwiązaniem idealnym i sprawia, że przestaje się myśleć o telefonie i bardziej skupia na czerpaniu przyjemności z aktywności fizycznej, z danej sytuacji, wreszcie można spokojnie podziwiać widoki.

Minusów jest kilka: jeśli ktoś nie lubi case’ów to ten też niestety nie przypadnie mu do gustu, bo jak każda obudowa zwiększa objętość telefonu, jednak nieznacznie, ponieważ (trzeba przyznać) jest stosunkowo delikatna i cienka. Kolejną wadą jest coś, czego się spodziewałam, czyli zaplątywanie się w spiralę kabla od słuchawek. I na koniec: aby naładować telefon trzeba odpiąć klips. Jest to dość niewygodne, ale oczywiście nie dyskwalifikuje produktu.

Podsumowując, moim zdaniem Kenu Highline nie jest wcale zbędnym gadżetem, a całkiem przydatną rzeczą dla osób aktywnych, które spędzają wiele czasu na świeżym powietrzu, uprawiają sport (nie tylko wyczynowy) lub dla tych, którym po prostu często „wszystko leci z rąk”. Nie wiem, czy polecałabym osobom, które prowadzą bardziej siedzący tryb życia i przemieszczają się z miejsca na miejsce tylko samochodem – raczej nie, ale na wyjazdy już jak najbardziej. Także dla aktywnych i podróżujących – produkt wart uwagi, do codziennego użytku – myślę, że nie.