Technologicznie

Ciekawostki z Tech świata

BioShock: The Collection
Gaming

BioShock: The Collection. Recenzja

Seria BioShock jest uważana przez wielu graczy za kultową. Pierwsza część przedstawiła nam upadłą i klimatyczną utopię oraz jej historię, która była w dużej mierze opowiadana przez otaczający nas świat. Kolejna odsłona pozwoliła nam spojrzeć na grę z perspektywy dawnego antagonisty pierwotnego bohatera serii, a trzecia część zabrała nas do podniebnej i surrealistycznej krainy chowającej wiele tajemnic. BioShock: The Collection powrócił i teraz możemy zagrać we wszystkie gry serii, które zostały zremasterowane nie tylko na PC, ale i konsole nowej generacji. Czy jednak warto poświęcać im uwagę? Tego dowiecie się z poniższej recenzji.

BioShock: The Collection – cała seria gier

Od debiutu pierwszej części BioShocka minęło już blisko dziesięć lat. Nawet w dniu premiery gra nie była wyjątkowo ładna, model strzelania odstawał od dostępnych wtedy na rynku tytułów, a sama rozgrywka nie była wyjątkowo urozmaicona. Wszystko to jednak ginęło w blasku fabuły i wyjątkowości świata przedstawionego przez twórców. Mroczne zakamarki podwodnego miasta Rapture, które zostało stworzone, aby zostać utopią, a obróciło się w leżący na dnie oceanu koszmar, fascynowały dekadę temu i fascynują nadal. To, w jaki sposób scenarzyści opowiedzieli historię przez lokacje, po jakich porusza się bohater, fascynuje. Sama wizja Rapture wychodzi zaś poza obszar gry i jest tematem do dyskusji, podobnie jak tematem do dyskusji była „Utopia” Tomasza Morusa czy „Atlantyda” Francisa Bacona. Podwodne miasto było bowiem fabułą, zanim do niego przybyliśmy, a nasz bohater odwiedza wyłącznie dystopię, jaką to miejsce się stało.

W Rapture pozostali przy życiu mieszkańcy walczą o substancję nazwaną Adam, która pozwala na modyfikowanie ciał i ich zdolności. Związek ten zbierają małe dziewczynki – Little Sisters – które są chronione przez strażników – Big Daddies – zamkniętych w akwalungach z wielkimi wiertłami. W drugiej części gry mamy okazję wcielić się właśnie w taką postać, która do tej pory była jednym z naszych głównych wrogów. Fabuła BioShock 2 to jedynie rozwinięcie opowiedzianej w pierwszej części gry historii i spojrzenie na Rapture z innej – paradoksalnie mniej mrocznej – strony. Dostarcza ono jednak tyle samo rozrywki, choćby ze względu na większy arsenał czy zupełnie nowe misje.

Trzecia część serii, czyli BioShock Infinite, nie przenosi nas ponownie do Rapture, ale tworzy nowy świat – podniebne miasto Columbia. Twórcy znowu postawili na para-utopijne klimaty, ale tym razem nie mamy do czynienia z mrokiem, strachem i czyhającymi na nas skrytobójcami. Położona wśród chmur kraina zachwyca swoją bajkowością i dopiero wraz z rozwojem fabuły poznajemy jej tajemnice, którym daleko do baśniowych. Akcja gry oscyluje wokół naszej misji detektywistycznej, która dotyczy odnalezienia pewnej kobiety, o którą bije się cała Columbia. Bądź co bądź nie chodzi jednak o zaloty skierowane w jej stronę, ale dużo bardziej zagmatwaną historię. Warto dodać, że w zremasterowanej edycji gry otrzymujemy za darmo wszystkie dodatki do BioShock Infnite.

BioShock: The Collection jest pozycją obowiązkową?

BioShock: The Collection to nie tylko zwykła reedycja trzech gier, w których poprawiono wyłącznie rozdzielczość obrazu z myślą o konsolach nowej generacji. Twórcy zadbali o dodatki w postaci komentarzy reżyserów, a także „upiększenie” świata przedstawionego, które dotyczy jednak wyłącznie pierwszych dwóch części gry. W Rapture zobaczymy więc nowe modele niektórych postaci, dodatkowe obiekty na mapie, a także poprawione animacje.

BioShock Infinite to gra stosunkowo młoda, która nie wymagała żadnych usprawnień poza przystosowaniem do nowej generacji konsol. Poprzednie odsłony serii mają już swoje lata na karku i… jest to ich atut. Odświeżenie grafiki sprawiło, że BioShock i BioShock 2 wyglądają naprawdę dobrze, ale poza tym nie sposób nie docenić mi unikatowości dotyczącej prowadzenia fabuły. Przez ostatnie lata przyzwyczailiśmy się do liniowej rozgrywki i prowadzenia graczy za rękę, a tu proszę – wracamy do „starej szkoły” tworzenia gier, w której to jesteśmy zdani niemal wyłącznie na siebie. Doprowadza to do sytuacji, gdy bardziej uważnie eksplorujemy świat, a tym samym lepiej odkrywamy jego historię. Efekt? Ładunek emocjonalny, jaki serwuje nam Rapture jest jeszcze bardziej potężny, a sama gra na dłużej zostaje w naszej głowie.

Mimo drobnych wad (jak na przykład duża waga plików zapisu gry na konsolach czy sporadycznie dłuższy czas wczytywania się tekstur w nowych lokacjach), BioShock: The Collection powinna być pozycją obowiązkową dla wszystkich fanów shooterów i cRPG akcji, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z serią. Czy jednak do gry powinni wrócić fani? Zdecydowanie tak. Z jednej strony otrzymujemy bowiem bonusowe materiały przygotowane przez reżyserów, a z drugiej strony odświeżone Repture, które jeszcze nigdy nie wyglądało tak przerażająco.

Podsumowanie

Warto na koniec dodać, że po reedycję serii BioShock: The Collection można sięgnąć na PC za darmo, jeżeli weszło się już wcześniej w posiadanie pierwszych wydań zawartych w niej gier. W przypadku konsol sprawa wygląda jednak inaczej i nowe pozycje musimy kupić w pakiecie (ogołoconym z trybu sieciowego z BioShock 2, ale to żadna strata). Trzy gry w cenie jednak to jednak rozsądna propozycja dla wszystkich, którzy nie mieli z BioShock do czynienia. Poznanie tajemnic Rapture i Columbii to bowiem dobra inwestycja. Grę testowałem na PlayStation 4.

Poznaj także inną recenzję gry Pro Evolution Soccer 2017.

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *