Technologicznie

Ciekawostki z Tech świata

Gaming

Recenzja – Game of Thrones: The Sword in the Darkness

Wszystko wskazuje na to, że miłośników „Gry o tron” czeka teraz ciężki czas. George R.R. Martin specjalnie nie śpieszy się z wydawaniem kolejnych części sagi, a piąty sezon serialu właśnie dobiegł końca.

Aby więc poznać dalsze losy zwaśnionych rodów Westeros, przyjdzie nam poczekać ładnych kilka miesięcy. Co z tym zrobić? Jak żyć? Najlepiej umilić sobie oczekiwanie poznając grę komputerową w uniwersum Game of Thrones. Studio Telltale, które wcześniej poradziło sobie między innymi z komputerową wersją „The Walking Dead”, niedawno wzięło na warsztat także powieść Martina. W grudniu ukazała się trzecia część gry.

Tytuł oparty jest na licencji serialu i konsultowany z asystentem Martina, więc, co zrozumiałe, wierny swojemu pierwowzorowi. Fabuła skupia się na losach pomniejszego rodu Forresterów, który nie występuje w serialu, ale został ukazany w powieści w tomie „Taniec ze smokami”.

Choć starcia królów znanych z książki i serialu mają istotny wpływ na poczynania bohaterów gry, to oś fabuły stanowi tutaj konflikt Forresterów i Whitehillów, którzy rywalizują o kontrolę nad ziemiami w Wolfswood. A co za tym idzie, kontrolowanie rynku drewna.

Oprócz swoich rodzinnych włości, zobaczymy także bardziej znane lokacje ze świata Westeros, jak na przykład Królewska Przystań. Będziemy także z Nocną Strażą na Murze. Pojawiają się również postacie znane z głównych wątków jak Tyrion Lannister, czy Ramsay Snow. Co ciekawe, wszyscy bohaterowie przemawiają głosami znanymi z serialu!

Czym właściwie jest gra? Na pewno nie jest typową zręcznościówką. Raczej pokaźną kolekcją występujących po sobie sekwencji wideo, które łączą się w jedną historię.

Gracz wciela się w rolę różnych postaci z rodziny Forresterów i podejmuje ważne decyzje decydujące o losach bohaterów. Akcje popychamy do przodu, korzystając z wyboru kilku opcji dialogowych, z których żadna nie jest łatwa i oczywista.

Mamy tutaj też elementy walki, przemieszczania się po komnatach, czy klikania w widoczne elementy. Jednak wciąż jest to bardziej interaktywny serial, niż gra. Bardziej dla miłośników dobrej fabuły, niż wciskania efektownych combosów na padzie. Żeby nie pogubić się w wielowątkowej rozgrywce, należy już od początku skupić się na śledzeniu zdarzeń. Nie powinno być zresztą z tym trudności, bo dialogi są naprawdę wciągające, a grafika na przyzwoitym poziomie.

Jak wiadomo nasze wybory mają większy lub mniejszy wpływ na zdarzenia. Dlatego, jeśli po przejściu całego epizodu zostanie nam niedosyt, zawsze możemy zagrać jeszcze raz i rozwiązać te same wątki w inny sposób.

Sword in the Darkness to już trzecia część cyklu, która porządkuje wątki z dwóch poprzednich części. To nie miejsce, żeby je dokładnie streścić, bo wówczas mielibyśmy do czynienia z jednym wielkim spoilerem, który tylko zepsułby zabawę.

Wystarczy powiedzieć, że historia doskonale wpisuje się w uniwersum Gry o tron. Nie brakuje zaskakujących zwrotów akcji i paskudnych intryg, a nasze postacie znajdują się w wielu nieprzyjemnych sytuacjach. Cóż, takie czasy, że nikomu nie jest łatwo – nie tylko tym rywalizującym bezpośrednio o Żelazny Tron.

Jeśli w oczekiwaniu na dalszy ciąg książki czy serialu chcecie zafundować sobie tę grę jako przerywnik, to najlepiej od razu kupić wszystkie trzy części. Poprzedniczki Sword of Darkness to Iron from Ice oraz The Lost Lords. Duża dawka „Gry o tron” jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony technologiczne.pl – Napisany przez autora bloga.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *