Technologicznie

Ciekawostki z Tech świata

Star Wars BattleFron recenzja
Gaming Recenzje

Star Wars: BattleFront – recenzja

Przy ocenach głośnej premiery od DICE słowo Battlefield zostało chyba odmienione milion razy przez wszystkie przypadki. Dlatego wystarczy napisać krótko. Nowa gra w uniwersum Gwiezdnych Wojen nie jest Battlefieldem. Nawet przez chwilę nie próbuje nim być – i bardzo dobrze!

Star Wars: BattleFront –  szczegółowa recenzja

Twórcy nie szukają aprobaty wyłącznie u weteranów sieciowych strzelanek. Przeciwnie, stworzyli bardzo przystępny produkt dla szerokiego grona odbiorców. Wysoki poziom trudności, skomplikowane sterowanie czy realizm nie były tutaj priorytetem. Już po kilku minutach gry przekonamy się, że w grze chodzi o prostą i efektowną rozgrywkę, w którą można wciągnąć się od razu, nawet bez żadnego doświadczeniach w grach FPS. Amunicja nigdy się nie kończy, a jedyne co powstrzymuje przed ciągłym strzelaniem to przegrzanie się broni, nie trzeba się specjalnie skradać, można się też spokojnie obyć bez dobrej zasłony.

Star Wars: BattleFront – recenzja moja ukazuje, że gra to nie Szeregowiec Ryan, więc zamiast symulatora prawdziwej wojny mamy tutaj typową zręcznościówkę z mieczami świetlnymi, wielkimi wybuchami i tłumem szturmowców padających jak muchy. Prosta rozrywka dla mas to w końcu rozwiązanie sprawdzające się od lat. Wszak filmy z serii Star Wars od kilkudziesięciu lat inspirują fanów z całego świata, w każdej grupie wiekowej. Nic dziwnego, że gra ukazująca się w przeddzień kinowej premiery film Gwiezdne Wojny: Przebudzenia Mocy jest targetowana równie szeroko.

To co zachwyca w Star Wars BattleFront to przede wszystkim wzorowa oprawa audiowizualna!

Dźwięki miecza świetlnego, świst blasterów, ścieżka dźwiękowa są żywcem wyjęte z filmu, więc nie ma tutaj mowy o fuszerce. Nie inaczej jest z lokacjami. Fantastycznie oddane zostały wszystkie detale i szczegóły. Jeśli lubiliście po prostu pochodzić sobie po mieście grając w grę Assasin’s Creed Unity czy Dragon Age: Inkwizycja, tutaj w jeszcze większym stopniu docenicie sam spacer, pracę kamery i wyłapywanie wszystkich smaczków. Nie ma to jak przypomnieć sobie takie miejsca jak planeta  Endor, jaskinia na Hoth albo gniazdo Sarlacca.

A co można powiedzieć o grywalności?

Zgodnie z przewidywaniami mamy okazję stanąć i po jasnej, i po ciemniej stronie mocy. Zdobywamy punkty doświadczenia, wykupujemy rangi, dodatkowe wyposażenie i gadżety. Nie jest to RPG pełną parą, gdzie decydujemy godzinami o rozdzieleniu wszystkich punktów pomiędzy poszczególne atrybuty. Raczej chodzi o decyzję, czy wolimy plecak skokowy do lepszego poruszania się, czy może torpedę jonową do rozwalania dużych maszyn. Ot, cała filozofia.

Single nie znajdą w BattleFront zbyt wielkiego pola do działania. Samotnie zagramy jedynie w misje szkoleniowe, bitwy przeciwko sztucznej inteligencji i cztery misje survivalowe, w których odpieramy fale wrogów. Działać można także razem z kompanem offline na podzielonym ekranie. Szału nie ma, ale od początku wiadomo było, że kluczowa będzie rozgrywka sieciowa.

Gra nastawiona jest przede wszystkim na multiplayer, gdzie mamy 9 trybów przeznaczonych do drużynowych zmagań – bieganie po mapie za uciekającymi droidami, tryb potyczki, supremację czy typowe capture the flag. Na szczególną uwagę zasługuje tryb Ataku AT-AT, w którym jedna strona musi powstrzymać przemarsz dwóch wielkich robotów bojowych przez mapę, a druga stara się jej w tym przeszkodzić. Miłośnikom powietrznych akrobacji spodoba się natomiast tryb Eskadry, w którym latamy myśliwcami Rebelii lub Imperium i z góry prowadzimy ostrzał innych graczy oraz pojazdów sterowanych przez sztuczną inteligencję. W zależności od upodobań możemy mierzyć się na mapie w 40-osobowym gronie lub toczyć potyczkę 6 na 6. Dla każdego coś miłego.

Do wyboru mamy 11 różnych broni, a walka toczy się na zróżnicowanych mapach, umiejscowionych na 4 odmiennych planetach. Daje to pewne zróżnicowanie, ale bez przesady. Z czasem pojawia się pewna powtarzalność i automatyzm w działaniu – wszak to zręcznościówka, a nie rozbudowana gra taktyczna. Niemniej jeśli pojawi się znużenie, to przecież nie po kilku, a raczej po kilkudziesięciu godzinach naparzania blasterem. Na plus trzeba odnotować także odpowiednie zbilansowanie rozgrywki – lokacje są dobrze dopasowane do zadań i liczby graczy. Nie mamy tutaj ani przesadnego tłoku i zgonów co pół minuty, ani przesadnie długiego przemierzania terenu w poszukiwaniu jakiegoś zbłąkanego przeciwnika.

Podsumowanie

Recenzja Star Wars: BattleFront wg mnie to gra prosta i miła dla oka. Nie jest i pewnie nigdy nie będzie tak uzależniająca jak choćby Football Manager 2016, który przez zarwane noce zniszczył niejeden związek, semestr studiów czy karierę zawodową. To raczej taki arcade jak FIFA – ot można od czasu do czasu zagrać kilka potyczek – najlepiej zaraz po powrocie z kina po seansie „Przebudzenia Mocy”. Zapraszam Was do wzięcia udziału w konkursie Star Wars BattleFront.

Dowiedz się więcej o grze Hitman.

Treść z archiwalnej wersji strony, stworzona przez autora bloga.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *