11. PZU Półmaraton Warszawski – Podsumownie Łukasz Dębski

Od 3 lat biegowa wiosna zaczyna się dla mnie w Warszawie – to właśnie Półmaraton Warszawski jest pierwszym w sezonie, dłuższym, oficjalnym biegiem dla wielu amatorów biegania i to właśnie tu wielu z nich sprawdza to, jak przepracowało zimową przerwę.

Ja w tym roku nie nastawiałem się na bicie żadnych rekordów, gdyż moim zadaniem było poprowadzenie na trasie kolegi Jarka i doprowadzenie go do mety w jak najlepszym czasie. Przygoda Jarka z bieganiem zaczęła się ok. 1,5 roku temu i to ode mnie zaraził się miłością do tego sportu, więc tym bardziej zależało mi na tym, żeby dobiegł cały i zdrowy do mety i miał na swoim koncie ukończony oficjalny półmaraton.

Organizacja biegu stała, jak zawsze, na najwyższym poziomie – szybkie zapisanie się online, nadanie numeru startowego i odbiór go, przed biegiem, na Torwarze.

Pakiet startowy w tym sezonie znowu był bardzo ciekawy:

– koszulka (bawełniana lub kto chciał, mógł zakupić sobie koszulkę techniczną),

– materiały informacyjne,

– buff chroniący głowę lub gardło przed wiatrem

– rękawki chroniące przed słońcem lub wiatrem od Saturna.

Co ciekawe biegnąc w okolicach 13 km Saturn ustawił fotoreportera i prosił osoby biegnące w rękawkach o entuzjastyczną reakcję. 4 osoby najbardziej wyrażające swoją radość mogły wygrać deskorolkę elektryczną Skymaster.

Nad zakupem takich rękawków zastanawiałem się już jakiś czas temu, więc pierwsze, co zrobiłem po odebraniu pakietu startowego, to przymierzenie ich na ręce. Myślę, że będę ich używał jeszcze wiele razy!

Bieg  rozpoczął się o godzinie 10, najpierw oczywiście wystartowała elita, ja ustawiłem się w strefie biegnącej na ok. 2 godziny. Rekord Jarka na 21,1 km wynosił ok. 2h 20 min i na taki czas się przygotowałem. Zapewniłem Jarka, że ustawiłem swój pulsometr MiCoach SmartRun na to tempo. Nie wiedział, że postanowiłem poprowadzić go trochę szybciej…

W tym roku trasa półmaratonu została trochę zmieniona – nie rozpoczynał się on przy Stadionie Narodowym a w okolicach Placu Trzech Krzyży. Zastanawiałem się, czy wszyscy (ok 13 tys. biegaczy + ich bliscy) się tam pomieszczą, ale nie było problemów.

Biegliśmy przez naprawdę ciekawe miejsca: od Nowego Światu, Krakowskiego Przedmieścia, Placu Piłsudskiego poprzez przebiegnięcie Mostem Gdańskim na prawą stronę Wisły, Plac Haller, Park Praski a następnie powrót Mostem Świętokrzyskim na lewobrzeżną stronę Warszawy i bieg przez Powiśle, Solec i Łazienki Królewskie.

Tam też czekała na mnie niespodzianka – moja rodzina oraz znajomi, którzy przygotowali specjalny transparent zagrzewający do walki i którzy przybili nam piątki mocy – od razu po tym się lepiej biegło!

Piątka mocy przydała się bardzo, gdyż po kilkuset metrach zaczął się mocny podbieg na Agrykoli – 400 m trasy pod górę, która wyciskała prawie wszystkie siły z biegaczy. No ale udało się!

Ostatnie 1,5 km to bieg w kierunku Placu Trzech Krzyży i cudowna atmosfera – doping wielu kibiców, krzyki, zagrzewanie do walki na ostatnich metrach. Po przekroczeniu mety spojrzałem na pulsometr – niecałe 2h 10 min – rekord Jarka poprawiony o 10 minut!

Podsumowanie

Półmaraton Warszawski to impreza na którą warto wracać! Wielu uśmiechniętych biegaczy, szybka trasa a na trasie, jak zawsze, wielu kibiców i zespoły muzyczne zagrzewające do walki. Nie pozostaje nic innego jak zapewnić – widzimy się za rok!

Tekst pozyskany z archiwalnej wersji strony technologiczne.pl – Napisany przez autora bloga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *