USB-C: wszystko, co musisz o nim wiedzieć

usb-c

Ostatnimi czasy coraz częściej słyszymy o standardzie USB-C, który dla wielu czytelników może wydawać się nieco tajemniczy. Port ten pojawił się w ostatnich modelach MacBooków od Apple, a także w kilku smartfonach, takich jak Google Pixel czy też One Plus 3. Czy powinniśmy jednak cieszyć się z jego popularyzacji?

Od 1998 r., kiedy to pierwsze urządzenia z portem USB (Uniwersal Serial Bus) trafiły na rynek, jakie kolejne modyfikacje były kompatybilne z poprzednimi. Dzięki temu nawet zaprezentowane w 2008 r. USB 3.0 działało chociażby ze starszymi komputerami. USB-C zmienia ten stan rzeczy, co wywołuje niemałe kontrowersje. Użytkownicy nowych MacBooków Pro chcąc skorzystać z większości dostępnych na rynku pendrive’ów, mikrofonów, myszek i padów muszą wszak zaopatrzyć się albo w przejściówki albo w nowe kable. Przynajmniej przez kilka najbliższych lat USB-C nie zdominuje bowiem rynku i będziemy musieli jako użytkownicy przejść przez swego rodzaju okres przejściowy.

Dlaczego jednak Apple i Google, a także inne firmy stawiają na nowy standard? W czym jest on lepszy od leciwego, ale wykorzystywanego od 20 lat standardowego USB? Pierwszą zaletą, która od razu rzuca się w oczy, jest kształt tego złącza. Jak łatwo zauważyć, jest ono dwustronne, więc nie ma możliwości podłączenia go do góry nogami. Z pewnością każdy z nas musiał choć kilka razy w życiu obrócić podłączanego do komputera pendrive’a, bo zrobił to źle za pierwszym razem. W USB-C, podobnie jak w złączu Lightning znajdującym się w iPadach i iPhone’ach, ten problem nie występuje.

150107090052-macbook-air-usb-1024x576

Wróćmy na chwilę do początków USB. Standard ten był rewolucją w latach 90’. Sam wykrywał typ sprzętu, instalował sterowniki, konfigurował połączenie, a co więcej – nie wymagał ponownego uruchamiania komputera przy podłączaniu urządzenia. Dziś wydaje się to oczywistością, ale kiedyś było przełomowym rozwiązaniem. Na początku prędkości odczytu wynosiły 1,5 MB/s, a zapisu 0,19 MB/s. Napięcie wynosiło zaś 5V, a natężenie 0,5A. Po dziesięciu latach ewolucji i wprowadzeniu USB 3.0 dane te zmieniły się. Prędkość odczytu wzrosła to 625 MB/s, a natężenie do 0,9A. Ten przeskok wydaje się jednak bardzo mały w porównaniu z tym, co wprowadza zaprezentowane w 2013 r. USB-C.

W nowym standardzie prędkości odczytu dochodzą do 10 Gbit/s, co pozwala na przesyłanie obrazu w rozdzielczości 4K przy 30 klatkach na sekundę. Do tego dochodzi napięcie 20V i natężenie 5A oraz technologia przesyłu energii elektrycznej nazwana USB Power Delivery. Dzięki jej wykorzystaniu można nie tylko ładować bardziej wymagające pod kątem energetycznym urządzenia, ale też ograniczyć użycie kabli. Sprowadza się do tego, że podłączenie komputera do monitora przez USB-C poskutkuje rozpoczęciem ładowania jego akumulatorów (mowa o laptopach). Dzięki czemu jedyny zasilacz w tym tandemie będzie związany z monitorem, choć równocześnie użytkownik naładuje za jego pomocą laptopa. W nagłych sytuacjach będziemy zaś mogli naładować komputer z… powerbanka.

Istnieje spora szansa na to, że USB-C zunifikuje cały świat portów. Może on wszak zastąpić zasilacze laptopów, HDMI, microUSB ze smartfonów, standardowe USB i wiele wiele innych złączy. W prawdzie nadal wielu producentów zmaga się z dostarczeniem na rynek wysokiej jakości kabli, które wykorzystują wszystkie możliwości USB, ale z czasem nie będziemy się musieli martwić o trzymanie w domu różnych kabli. Ta sama wtyczka będzie bowiem pasować i do komputera i do smartfona.

USB-C to przyszłość, przed którą nie ma odwrotu. Popularyzacja tego standardu zostawi nas przez kilka lat w świecie przejściówek, ale myślę, że zmiany są warte zachodu. Uniwersalność, unifikacja, większe prędkości, ładowanie urządzeń to cechy, które już niedługo staną się standardem. USB dało nam w 1998 r. ogromną wygodę, która dziś wydaje się dla nas oczywista. Myślę, że za dwie dekady podobne odczucia będą towarzyszyć USB-C.

  • kkk

    dość delikatne gniazdo jak na 5A. ciekaw jestem jak to sie sprawdzi…