Call of Duty: Infinite Warfare – Recenzja

Call of Duty®: Infinite Warfare_20161105121149

Seria Call of Duty sukcesywnie zabiera nas w coraz bardziej odległą przyszłość. Jeszcze dziesięć lat temu akcja toczyła się w okopach II wojny światowej, by później przenieść nas do czasów współczesnych i wreszcie z futurystycznym rozmachem wysłać w przestrzeń kosmiczną w najnowszej odsłonie cyklu zatytułowanej „Infinite Warfare”.

Przygotowana przez twórców gry kampania dla jednego gracza opowiada ciekawą historię, która skupia się na konflikcie mogącym położyć kres nie tylko planecie Ziemi, ale i całej rasie ludzkiej, która już wiele lat temu stała się gatunkiem międzyplanetarnym. Tłem fabularnym dla tej kosmicznej wojny jest futurystyczny oręż, wielkie statki kosmiczne przywodzące na myśl sceny z Gwiezdnych Wojen, a także braterska siła towarzyszącego nam oddziału i relacje między członkami załogi. Wszystkie te elementy składają się na fantastyczny i oderwany od otaczającej nas rzeczywistości świat, który jest jednak spójny i autentyczny.

Call of Duty®: Infinite Warfare_20161105115909

Uwierzenie w przedstawiony w Infinite Warfare konflikt nie jest trudne, tym bardziej, że pędząca do przodu akcja nie daje nam nawet chwili wytchnienia. Bardzo doceniam jednak fakt, że mimo tego dynamizmu i ogromu świata przedstawionego, który pozwalałby na zaprojektowanie bardziej spokojnych etapów, twórcy gry zdecydowali się na urozmaicenie rozgrywki. W czasie siedmiogodzinnej kampanii walczymy w ciasnych korytarzach, przeprowadzamy abordaż na statek kosmiczny, pilotujemy myśliwiec, a także biegamy po niewielkiej planetoidzie będącej jednym z wielu obiektów dotkniętych przez wspomniany wyżej konflikt. Wszystko to przeplata interesująca fabuła pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i wyrazistych postaci.

Na autentyczność historii oraz podkreślenie wyjątkowego znaczenia niektórych bohaterów – zarówno dobrych i złych – niebagatelny wpływ miało chociażby zaproszenie do gry znanych aktorów. Użyczyli oni swojej twarzy jak i głosu. Dzięki temu na ekranie zobaczymy chociażby Kita Haringtona znanego z serialu Gra o Tron czy też kierowcę F1 – Lewisa Hamiltona. Posłuchać możemy zaś prawdziwej śmietanki polskiego dubbingu – Jarosława Boberka, Marcina Dorocińskiego, Olgi Bołądź, Łukasza Simlata – oraz wyjątkowej osoby, która przestrzeń kosmiczną mogła poczuć przed laty sama, czyli Mirosława Hermaszewskiego.

Call of Duty®: Infinite Warfare_20161117145513

Oprawa graficzna Call of Duty od lat konsekwentnie trzyma się jednego stylu i ciągle modernizowanego silnika graficznego. W przypadku Infinite Warfare ma to duże znaczenie, bo konieczne było zaprojektowanie modeli, które są oderwane od tego, co widzimy na co dzień poza ekranem telewizora czy komputera. Planetoidy, futurystyczne bronie, statki kosmiczne, roboty bojowe, kombinezony stworzone z myślą o walce. Graficy podołali jednak wyzwaniu, co po raz kolejny dołożyło cegiełkę do budowania autentyczności świata. Gra wygląda po prostu bardzo dobrze, na ekranie cały czas dużo się dzieje – od wybuchów przez pociski i przelatujące rakiety. Wiele lokacji zostało umiejscowionych na sporym obszarze, którego horyzont znajduje się w sporej odległości od nas lub też w ogólnie nie istnieje, gdy wzbijamy się w przestrzeń kosmiczną by przeprowadzić walki myśliwcami.

Kampania dla jednego gracza to jednak nie wszystko. Od kilku lat świetnie sprawdza się tryb Zombie, gdzie odpieramy kolejne fale atakujących nas umarlaków inwestując zarobione punkty w lepsze bronie i nowe obszary, które raczą nas coraz bardziej wymagającymi wyzwaniami. Nie ukrywam, że zabawa z zombie wypada najlepiej, gdy gramy w trybie kooperacji ze znajomymi. Wspólna komunikacja oraz przeżywanie tej szalonej bądź co bądź rozrywki potrafi wciągnąć na wiele godzin. Mam nadzieję, że z czasem twórcy zaktualizują grę o kolejne mapy trybu Zombie, bo obecnie jest ich mało, więc z czasem zaczną się one nużyć.

Call of Duty®: Infinite Warfare_20161106000042

Zdecydowana większość osób, które sięgają od lat po Call of Duty, jest zainteresowana przede wszystkim trybem multiplayer. Mimo futuryzmu świata przedstawionego i naprawdę wyjątkowo urozmaiconego oręża, jaki został oddany graczom do użytku, w Infinite Warfare brakuje kilku elementów, jakie pojawiły się w zeszłorocznym Black Ops III. Mowa tutaj przede wszystkim o pływaniu oraz rozległych mapach. Moim zdaniem to dobry ruch, gdyż dynamizuje on rozgrywkę. Każdy jej element wymusza teraz szybkie przemieszczanie się – także z wykorzystaniem plecaka odrzutowego – a karci za tak zwane „kampienie” czy też próby gry oddalonym od zgiełku głównej akcji snajperem.

Seria Call of Duty zaprowadziła nas w bardzo daleką przyszłość, co dało twórcom pole do popisu zarówno pod kątem stworzenia oręża, jak i zbudowania ciekawej głównej kampanii i wykreowania dynamicznego trybu multiplayer. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku Activision postawi na coś innego, coś czego jeszcze nie było. Nie wiem czy powinno to by przeniesienie nas w przeszłość (Wietnam, Afganistan) czy jeszcze dalszą przyszłość, ale przyznam szczerze, że nie mogę się doczekać osadzenia Call of Duty na niewykorzystanych do tej pory kanwach historii. Jeżeli oczekujecie dynamicznej oraz wciągającej fabuły, trybu Zombie idealnego do gry ze znajomymi, a także szybkiego i wymagającego trybu multiplayer, to Infinite Warfare jest jedną z najlepszych odsłon cyklu, które to gwarantują.